Free Web space and hosting from maroc.to
Search the Web

Polak/Rosjanin, Aleksander Możajski - faktyczny pionier awiacji
(2-języcznie, po angielsku For English version click on this flag i polsku Dla polskiej wersji kliknij na ta flage)
Uaktualizowano:
7 lutego 2011


Kliknij "X" lub "No" na np. planszy rzekomych błędów, lub na reklamie, jeśli te usiłują przeszkodzić w oglądnięciu tej strony.



Menu 1:

(Wybór języka:)


(Organizujące:)

Strona główna

Skorowidz

Menu 2

Menu 4

FAQ

(Po polsku:)

Aleksander Możajski

Źródłowa replika tej strony

Sejsmograf

Magnokraft

Komora oscylacyjna

Napędy

Wehikuły czasu

Nieśmiertelność

Darmowa energia

Telekinetyczne ogniwo

Grzałka soniczna

Telekinetyka

Samochody bez spalin

Telekineza

Strefa wolna od telekinezy

Telepatia

Sejsmograf

Artyfakt

Koncept Dipolarnej Grawitacji

Totalizm

Pasożytnictwo

Karma

Prawa moralne

Nirwana

Dowód na duszę

Wehikuły czasu

Nieśmiertelność

Napędy

Magnokraft

Komora oscylacyjna

Militarne użycie magnokraftu

Tapanui

Nowa Zelandia

Atrakcje Nowej Zelandii

Dowody działań UFO na Ziemi

Fotografie UFO

Chmury-UFO

Bandyci wśród nas

Tornado

Huragany

Katrina

Lawiny ziemne

Zburzenie hali w Katowicach

Ludobójcy

26ty dzień

Przepowiednie

Plaga

Podmieńcy

WTC

Columbia

Kosmici

UFOnauci

Formalny dowód na istnienie UFO

Zło

Antychryst

O Bogu naukowo

Dowód na istnienie Boga

Dlaczego Bóg toleruje cierpienia

Biblia

Wolna wola

Prawda

O mnie (Prof. dr inż. Jan Pająk)

Poszukuję pracy

Aleksander Możajski

Świnka z chińskiego zodiaku

Zdjęcia ozdobnych świnek

Radości po 60-tce

Kuramina

Uzdrawianie

Owoce tropiku

Ewolucja ludzi

Wszystko-w-jednym

Grecka klawiatura

Rosyjska klawiatura

Rozwiązanie kostki Rubika 3x3=9

Rozwiązanie kostki Rubika 4x4=16

Wrocław

Malbork

Milicz

Bitwa o Milicz

Św. Andrzej Bobola

Liceum Ogólnokształcące w Miliczu

Klasa Pani Hass z LO Milicz

Absolwenci 1970

Nasz rok

Wieś Stawczyk

Wszewilki

Zwiedzaj Wszewilki i Milicz

Wszewilki jutra

Zlot "Wszewilki-2007"

Unieważniony Zjazd "2007"

Poprzedni Zlot "2006"

Raport Zlotu "2006"

Korea

Hosta

Lepsza ludzkość

Partia totalizmu

FAQ - częste pytania

Replikuj

Memoriał

Sabotaże

Skorowidz

Menu 2

Menu 4

Źródłowa replika strony menu

Tekst [8p/2]

Tekst [8p]

Tekst [7]

Tekst [7/2]

Tekst [7b]

Tekst [6/2]

[5/4]: 1, 2, 3

Tekst [4c]: 1, 2, 3

Tekst [4b]

Tekst [3b]

Tekst [2]

[1/3]: 1, 2, 3

X tekst [1/4]:

Monografia [1/4]:
P, 1, 2, 3, E, X

Monografia [1/5]:


(In English:)

Aleksander Możajski

Source replica of this page

Seismograph

Magnocraft

Oscillatory Chamber

Propulsion

Time vehicles

Immortality

Free energy

Telekinetic cell

Sonic boiler

Telekinetics

Zero pollution cars

Telekinesis

Telekinesis Free Zone

Telepathy

Seismograph

Artefact

Concept of Dipolar Gravity

Totalizm

Parasitism

Karma

Moral laws

Nirvana

Proof of soul

Time vehicles

Immortality

Propulsion

Magnocraft

Oscillatory Chamber

Military use of magnocraft

Tapanui

New Zealand

New Zealand attractions

Evidence of UFO activities

UFO photographs

Cloud-UFOs

Bandits amongst us

Tornado

Hurricanes

Katrina

Landslides

Demolition of hall in Katowice

Predators

26th day

Prophecies

Plague

Changelings

WTC

Columbia

Aliens

UFOnauts

Formal proof for the existence of UFOs

Evil

Antichrist

About God

Proof for the existence of God

Why God tolerates suffering

The Bible

Free will

Truth

About me (Prof. Dr Eng. Jan Pajak)

My job search

Aleksander Możajski

Pigs from Chinese zodiac

Pigs Photos

Tropical fruit

Healing

Evolution of humans

All-in-one

Greek keyboard

Russian keyboard

Solving Rubik's cube 3x3=9

Solving Rubik's cube 4x4=16

Wrocław

Malbork

Milicz

Battle of Milicz

St. Andrea Bobola

Village Stawczyk

Wszewilki

Wszewilki of tomorrow

Korea

Hosta

1964 class of Ms Hass in Milicz

TUWr graduates 1970

Better humanity

Party of totalizm

FAQ - questions

Replicate

Memorial

Sabotages

Index of content with links

Menu 2

Menu 4

Source replica of page menu

Text [8e/2]

Text [8e]

Text [7]

Text [7/2]

Text [6/2]

Text [5/3]

Figs [5/3]

Text [2e]

Figures [2e]: 1, 2, 3

Text [1e]

Figures [1e]: 1, 2, 3

X text [1/4]:

Monograph [1/4]:
E, 1, 2, 3, P, X

Monograph [1/5]


(По русски:)

Бог

Торнадо

Меню 2

Меню 4

Peпликa иcтoчникa этoй cтрaницы

Клавиатура


(Ελληνικά εδώ:)

Θεός

Επιλογές 2

Επιλογές 4

Αντίγραφο πηγής αυτής της σελίδας

Πληκτρολόγιο


(Hier auf Deutsch:)

Freie Energie

Telekinesis

Moralische Gesetze

Totalizm

Über mich

Menu 2

Menu 4

Quelreplica dieser Seite


(Aquí en espańol:)

Energía libre

Telekinesis

Leyes morales

Totalizm

Sobre mí

Menu 2

Menu 4

Reproducción de la fuente de esta página


(Ici en français:)

Énergie libre

Telekinesis

Lois morales

Totalizm

Au sujet de moi

Menu 2

Menu 4

Reproduction de source de cette page


(Qui in italiano:)

Energia libera

Telekinesis

Leggi morali

Totalizm

Circa me

Menu 2

Menu 4

Replica di fonte di questa pagina




Menu 2:

(Przesuwne)

(Oto wykaz wszystkich stron z TEGO serwera, w zestawieniu językowym - w 8 językach. Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij na nią aby ją uruchomić:)

Tu powinna być wyświetlona strona menu2.htm.

(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na pozycję "Menu 2".)



Menu 3: (Alternatywne adresy internetowe tej witryny, np.:)

energia.sl.pl

fortunecity.com/timevehicle

totalizm.nazwa.pl

chi.maroc.to

malbork.20megsfree.com

mozajski.freewebspace.com

anzwers.org/free/wroclaw




Menu 4:

(Przesuwne)

Oto wykaz wszystkich moich stron ze wszystkich serwerów. Strony te najpierw zestawione są językami (tj. jako strony po polsku, angielsku, niemiecku, francusku, hiszpańsku, włosku, grecku, oraz rosyjsku.) Dla każdego zaś języka strony zestawione są przedmiotowo. Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij na nią aby ją uruchomić:

Tu powinna być wyświetlona strona menu.htm.

(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na pozycję "Menu 4".)


Trudno wskazać inny wynalazek który okazałby się bardziej istotny dla obecnego poziomu technicznego naszej cywilizacji niż wynalazek samolotu. Wszakże to dzięki samolotowi podróż pomiędzy Europą i innymi kontynentami skraca się z rzędu miesięcy do rzędu godzin. To także samolot pozwala szybko dostarczać np. chorych do szpitala, lekarstwa dla chorych, zaś pocztę do zdrowych. Na przekór jednak jego istotności, zanim samolot zdołał wejść na stałe do technicznego dorobku całej naszej cywlizacji musiał on być niezależnie wynajdywany aż w trzech krajach przez ludzi którzy nawzajem NIE wiedzieli o swoim istnieniu. Niniejsza strona wyjaśnia że powodem takich jego losów był brak wymaganego poziomu moralności w społecznościach w których działali wynalazcy i budowniczowie samolotu.


Część #A: Informacje wprowadzające tej strony:

      

#A1. Cel tej strony:

       Celem tej strony jest streszczenie wzbudzających wstyd i niesmak losów aż trzech kolejnych wynalazców samolotu, ze szczególnym naciskiem na szokujące losy nieznanego światu Polaka-Rosjanina o nazwisku Aleksander Możajski, oraz wyjaśnienie na przykładzie losów tych wynalaców jakie prawa moralne rządzą istotną dla ludzkości wynalazczością i nowymi odkryciami.

Motto tej strony:
"Człowiek z ideą jest uważany za wariata - aż do czasu gdy jego idea 'zwycięży' - tj. okaże się lepsza od pokrewnych idei innych ludzi." (Potem uznaje się go za bohatera i za pioniera danej dyscypliny.)


Część #B: Wszystko rządzone jest moralnością - zaś historia wynalazków samolotu jest na to dowodem:

      

#B1. Prawa moralności i sprawiedliwości rządzą wszystkim co wokół nas się dzieje:

Motto: "Bóg celowo tak kształtuje życie każdej osoby, aby dla tych postronnych widzów którzy poznają owo życie zawsze dostarczyło ono jakiejś istotnej lekcji moralnej."

       Aby umożliwić swobodny rozwój naszej cywilizacji Bóg dał ludziom tzw. wolną wolę. Dlatego każdy z nas może posiadać własne poglądy na praktycznie wszystkie tematy. Z powodu tejże "wolnej woli", wiele osób popularnie zwanych "ateistami" uważa że losami ludzi rządzą wyłącznie tzw. "przypadki". Wcale nie przekonuje ich fakt, że praktycznie w każdej religii jest wyjaśniane, iż losami ludzi rządzi ich moralność. Przykładowo, niemal połowa objętości Biblii jest poświęcona wyjaśnieniu, że losy zarówno każdego indywidualnego człowieka, jak i losy całych społeczności, zależą głównie od moralności którą dany człowiek czy społeczność praktykuje.
       W przypadku indywidualnych ludzi, współzależność ich losów od moralności jaką ludzie ci praktykują jest dosyć trudna do ustalenia. Szczególnie w ostatnich czasach, kiedy tzw. "ustawy o prywatności" NIE pozwalają innym poznać jaką moralność praktykują osoby których dotknął specyficzny rodzaj losu. Jednak w przypadku całych społeczności i krajów owa współzależność losów danej społeczności czy kraju od praktykowanej przez nie moralności jest już łatwiejsza do ustalenia. W losach całych społeczności i krajów daje się bowiem szybko odkryć długotrwałe trendy które rządzą ich losami. Ponadto moralność całych społeczności i krajów jest znacznie trudniej ukryć "ustawami o prywatności" - niż łatwość z jaką ukrywana jest nimi obecnie moralność indywidualnych ludzi. (Oczywiście ciągle istnieją różne inne sposoby ukrywania moralności całych społeczności i krajów, np. rozważ tzw. "cenzurę", czy wstydliwe przemilczanie niektórych nieprzyjemnych faktów.) Jeśli też ktoś zada sobie trud ustalenia owej współzależności pomiędzy moralnością całych społeczności i krajów a losami tychże społeczności i krajów, wówczas dozna szoku. Przykładowo odkryje wtedy, że wszelkie katastrofy i nieszczęścia dotykają wyłącznie te społeczności i kraje które praktykują moralnie zgniły rodzaj filozofii zwany filozofią pasożytnictwa.
       Dowody na fakt, że katastrofy i wszelkie inne nieszczęścia dotykają wyłącznie społeczności które praktykują moralnie zgniłą filozofią pasożytnictwa zestawiłem na dwóch stronach internetowych o nazwach day26_pl.htm i seismograph_pl.htm. Co ciekawsze, okazuje się że jeśli w gronie jakiejś niemoralnej społeczności żyje tzw. dziesięciu sprawiedliwych, wówczas na przekór iż jakaś katastrofa czy nieszczęście dotyka ową całą niemoralną społeczność, miejscowość w której zamieszkuje owych "10 sprawiedliwych" jest przez tą katastrofę omijana - po szczegóły patrz punkt #I3 na stronie day26_pl.htm jaki opisuje niezwykłe omijanie przez katastrofalne tzw. "wybryki natury" miejscowości Petone w Nowej Zelandii (w której ja mieszkałem w czasach pisania tej strony).
       Stara prawda jaką staram się tutaj uzasadnić stwierdza, że "moralność rządzi praktycznie wszystkim". Z tego powodu, kiedy omawia się tak istotną sprawę jak np. nowe wynalazki czy odkrycia, dla dania pełnego obrazu sytuacji trzeba przy tym wyjaśnić NIE tylko "co się zdarzyło", ale także wyjaśnić "jaka sytuacja moralna spowodowała że wydarzyło się właśnie to a nie coś zupełnie innego". Jak bowiem się okazuje, w społecznościach i krajach które praktykują moralnie zgniłą filozofię pasożytnictwa panuje rodzaj wynalazczej impotencji - która je trapi na dodatek do zsyłanych im przez Boga kataklizmów. Znaczy, owe społeczności i kraje NIE są w stanie na własnym terenie wypracować i wdrożyć na stałe do dorobku ludzkości żadnego istotnego wynalazku czy odkrycia. (Więcej informacji o owej "wynalazczej impotencji" zawarłem w punkcie #B7 strony seismograph_pl.htm i w podrozdziale M11 z tomu 11 najnowszej monografii [1/5]. Z kolei jej przykładami są "wynalazcze impotencje" które panują w Polsce, w Nowej Zelandii, czy w Australii - a z powodu których nikt nie slyszał o jakimś istotnym wynalazku lub odkryciu zrealizowanym ostatnio w jakejkolwiek instytucji z terenu owych krajów. Za to każdy zapewne już słyszał o seriach kataklizmów jakie trapią owe kraje.)


#B2. Dwie kategorie moralności i sprawiedliwości: (1) indywidualna i (2) grupowa:

       Wysoce moralna i postępowa filozofia totalizmu naucza, że istnieją dwa rodzaje "intelektów", a stąd i dwa rodzaje moralności i sprawiedliwości jakie cechują owe intelekty. ("Intelekt" to istnienie które wiedzie swoje własne "rozumne życie".) Są to tzw. (1) "intelekt indywidualny" - czyli pojedyńczy człowiek, oraz (2) "intelekt grupowy" - czyli np. fabryka, wieś, całe miasto czy społeczność, cała religia lub cała nauka ziemska, cały kraj lub naród, czy nawet cała cywilizacja. Losy poszczególnych intelektów należących do obu powyższych kategorii zależą od moralności i filozofii które intelekty te praktykują. Chodzi bowiem o to, że Bóg chce nakłonić wszystkie istniejące intelekty do "ochotniczego" praktykowania wyłącznie wysoce moralnych zasad życiowych, które staroświeckim językiem są opisywane przez Biblię podczas gdy w nowoczesny sposób są wyjaśniane przez filozofię totalizmu jako zasady wysoce moralnego życia. Jednocześnie jednak słabości natury ludzkiej wywierają nieustanny nacisk na ludzi aby ci praktykowali wysoce niemoralne życie opisywane tzw. filozofią pasożytnictwa. Dlatego Bóg zmuszony jest nieustannie karać tych ludzi którzy ulegają słabościom swej natury i praktykują ową wysoce niemoralną filozofię pasożytnictwa. Jednocześnie Bóg nieustannie też nagradza i zachęca tych ludzi którzy praktykują wysoce moralną filozofię totalizmu. Dlatego dla efektywnego "karania" i "nagradzania" ludzi praktykujących określone rodzaje moralności Bóg wymyślił i wprowadził w życie dosyć interesujące mechanizmy sterowania rozwojem moralnym ludzi.


#B2.1. Boskie "nagrody" i "kary" za prowadzenie "moralnego" lub "niemoralnego" życia:

Motto: "Przez danie komuś 'nagrody' za prowadzenie moralnego życia Bóg rozumie pozwolenie nagradzanemu aby żył bez doświadczania 'kar' boskich serwowanych za niemoralne życie."

       Pisząc tutaj o "nagrodach" i "karach" serwowanych ludziom przez Boga za prowadzenie moralnego lub niemoralnego życia, należy też sobie wyjaśnić czym one są. Wszakże analiza sytuacji powtarzalnie nam manifestowanych w licznych przykładach z codziennego życia, ujawnia że Bóg interpretuje "narody" i "kary" zupełnie inaczej niż czynią to ludzie. Przykładowo, w oczach Boga "karą" jest wszystko co dla ludzi ma wysoce nieprzyjemne następstwa, a stąd co zamienia ludzkie życie w rodzaj "piekła na ziemi" o "poziomie nieprzyjemności" jaki jest proporcjonalny do "przewinienia". Oczywiście, najbardziej preferowane przez Boga "kary" polegają na pozwoleniu winowajcom aby sami doświadczyli tego co uprzednio zaserwowali innym - to stąd wynika owa "samoregulująca się" kara w postaci "prawa bumerangu" opisanego w punkcie #B3 poniżej. Jeśli zaś takie "samoregulujące się" ukaranie jest niemożliwe, wówczas "karą" od Boga jest wszystko inne co nieprzyjemne - począwszy od choroby, obsesji, wypadku, kłótliwego, hałaśliwego, lub skorego do bitki sąsiada, poprzez łakomy i głupi rząd lub mściwego przełożonego który "odbija" coś sobie na podwładnych, a skończywszy na pożarach, powodziach, huraganach, tornadach, mrozach, oraz innych kataklizmach i klęskach.
       Z kolei boską "nagrodą" jest pozwolenie danemu nagradzanemu aby żył w spokoju bez konieczności doświadczania "kar" jakie typowo Bóg zesyła innym ludziom za niemoralne sprawowanie. Stąd "nagrodą" w oczach Boga jest np. pozwolenie komuś aby był szczęśliwy, aby miał "normalną" żonę, dzieci, czy sąsiadów, aby nie gnębiły go choroby lub kataklizmy, itp. Przykładowo, jedną z nagród które ja otrzymałem od Boga za aktywne promowanie moralności, jest dzielenie codziennego życia z piękną i szlachetną żoną o klasie faktycznej księżniczki i z ogromnie rzadkim u kobiet tytułem rodowym Szejka - po szczegóły patrz punkt #8 na stronie jan_pajak_pl.htm. Jako takie, boskie "nagrody" znacznie różnią się od tego co my ludzie nauczyliśmy się dawać innym ludziom jako "nagrody", tj. od pieniędzy, darów materialnych, dyplomów, wyrazów uznania, itp. To wszystko bowiem w oczach Boga stanowi tylko "podniety" które Bóg rezerwuje dla tych co zaczynają ześlizgować się w dół tzw. "pola moralnego" (po opisy "ześlizgiwania się w dół pola moralnego" patrz np. punkty #A2.1 i #H2 na stronie totalizm_pl.htm). Bóg czyni tak ponieważ poznał już ludzi na tyle doskonale aby wiedzieć, że takie "podniety" powodują iż ci co je otrzymali natychmiast porzucają dalsze wspinanie się pod górę "pola moralnego" i zaczynają w praktykować filozofię pasożytnictwa - która w końcowym efekcie musi być "karana" przez Boga. Dawanie więc komuś owych "podniet" faktycznie jest jakby "przyczyną", albo "początkiem kary", jakiej "skutek" przyjdzie później w formie faktycznej "kary" zaserwowanej przez Boga. Bóg nigdy więc NIE używa takich "podniet" jako "nagród" rozdawanych ludziom za prowadzenie moralnego życia. Obdziela tymi "podnietami" jedynie tych którzy właśnie wstępują na ścieżkę niemoralności, używając je jako rodzaj "zachęty" wykazującej iż "to co niemoralne zawsze jest łatwe i przyjemne" - po więcej informacji na ten temat patrz opisy mechanizmu działania przysłowia "miłe złego początki, a koniec żałosny" opisanego w punkcie #F1 na totaliztycznej stronie rok.htm lub w podrozdziale A16 z tomu 1 mojej najnowszej monografii [1/5].
       Jakie dokładnie działania są przez Boga "nagradzane", a jakie są "karane", relatywnie precyzyjnie wyjaśnia to Biblia - tyle że z użyciem dosyć starożytnego języka i ilustracyjnych przypadków zaistniałych w starożytności. Przykładowo, werset 18:32 z bibilijnej "Księgi Rodzaju" stwierdza, cytuję: "Odpowiedział Pan: 'Nie zniszczę przez wzgląd na tych dziesięciu'. " W połączeniu więc z innymi pokrewnymi wersetami wyjaśnia on że "nagrodę grupową" udzielaną przez Boga całej danej społeczności otrzymuje się m.in. za posiadanie w swoim gronie grupy co najmniej owych "10 sprawiedliwych" opisywanych dokładniej w punkcie #B4.3 tej strony. Proszę odnotować, że to właśnie na tej obietnicy Boga bazuje wysoce efektywna metoda obrony przed kataklizmami, którą opisałem w punkcie #C5.1 strony seismograph_pl.htm oraz w punkcie #A2.3 strony totalizm_pl.htm. Z kolei bibilijny werset 18:22 z "Księgi Kapłańskiej (Leviticus)" stwierdza, cytuję: "Nie będziesz obcował z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą". Werset ten wyjaśnia więc jedno z postępowań za które Bóg "karze" indywidualnych ludzi. Warto przy tym odnotować, że jeśli ktoś woli raczej poznać to samo co stwierdza Biblia, tyle że spisane już nowoczesnym językiem i z użyciem dzisiejszych przykładów, wówczas to co "nagradzane" opisuje filozofia totalizmu, zaś to co "karane" wyjaśnia filozofia pasożytnictwa. Swoją drogą, ciekawe jak na bazie tego co tutaj wyjaśniono czytelnik zakwalifikowałby zdarzenia opisane w artykule "Gypsies plan to settle next door to Elton John" (tj. "Cygani planują osiedlić się tuż przy bramie Elton'a John'a") ze strony A21 gazety The New Zealand Herald, wydanie z poniedziałku (Monday), January 31, 2011,
       Niestety, NIE wszystki metody działania Boga są już dopracowane do doskonałości - co wyjaśniam dokładniej w podrozdziale A17 z tomu 1 swej najnowszej monografii [1/5]. Przykładowo, narazie w swoich metodach działania Bóg NIE odróżnia wyraźnie "karania" od "przeszkadzania w czyimś wspinaniu się pod górę pola moralnego". Stąd np. dzisiejsi wynalazcy lub odkrywcy którzy postępują moralnie starając się podnosić poziom cywilizacyjny ludzkości doświadczają działania tzw. "przekleństwa wynalazców" wzmiankowanego w punktach B4.4 i #H2 tej strony, jakiego następstwa narazie są nieodróżnialne od "kar" Boga.


#B3. Przykłady "samoregulujących się" mechanizmów podnoszących obie kategorie moralności, tj. (1) moralność indywidualną i (2) moralność zbiorową:

       Przykładem genialnie obmyślonego przez Boga "samoregulującego się" mechanizmu celowo zaprojektowanego aby podnosić moralność indywidualnych ludzi, jest "prawo moralne" zwane "prawem bumerangu", które z żelazną ręką rządzi losami "intelektów indywidualnych" - patrz jego szczegółowe opisy w podrozdziale I4.1.1 z tomu 5, lub podrozdziału JB7.5 z tomu 7, mojej najnowszej monografii oznaczanej symbolem [1/5]. (Monografia [1/5] upowszechniana jest w internecie zupełnie za darmo.) "Prawo bumerangu" powoduje, że każde uczucie jakie dana indywidualna osoba wzbudza w jakiejś innej indywidualnej osobie, jest potem zwrotnie wzbudzane w danej indywidualnej osobie przez coś lub kogoś zupełnie innego - co dokładniej wyjaśnia punkt #B1 ze strony morals_pl.htm. W ten sposób, owo "prawo bumerangu" powoduje, że każda indywidualna osoba jest w swoim życiu karana lub wynagradzana koniecznością przeżycia dokładnie tych samych uczuć jakie kiedyś uprzednio ona sama wzbudziła w innych indywidualnych osobach. Aby zaś uczucia były niemal dokładnie takie same, w wielu sytuacjach życiowych których okoliczności na to pozwalają "prawo bumerangu" powoduje że dokładnie to samo co ktoś uczynił innym jest potem uczynione i jemu, np. mordercy są przez kogoś mordowani, gwałciciele są gwałceni, złodzieje są okradani, własność prywatna wandali jest wandalizowana, itd. Innymi słowy, "prawo bumerangu" przywraca absolutną sprawiedliwość na zasadach "samoregulacji".
       Z kolei prawdopodobnie najlepszym przykładem złożonego "samoregulującego się mechanizmu moralnego" który zarządza następstwami niemoralności panoszącej się w obrębie całych "intelektów zbiorowych", jest szeroko opisywane na tej stronie tzw. "przekleństwo wynalazców", dyskutowane m.in. w punktach #B4.4 oraz #H2 niniejszej strony, a także w punkcie #G1 strony eco_cars_pl.htm, w punktach #H1 do #H2 strony newzealand_visit_pl.htm, w punkcie #K3 strony fe_cell_pl.htm, oraz w kilku innych miejscach z moich opracowań. Przekleństwo to działa i wymierza sprawiedliwość w tak zmyślny i tak genialny sposób, że jest ogromnie istotnym aby ludzie dobrze poznali powody, działanie i następstwa owego "przekleństwa wynalazców". Faktycznie też analiza działania "przekleństwa wynalazców" ujawnia, że jest ono odpowiednikiem "prawa bumerangu" - tyle że obejmującym swymi skutkami głównie całe "intelekty grupowe".


#B3.1. Bóg wprowadza "samoregulujące się mechanizmy moralne" wszędzie tam gdzie tylko ich użycie jest możliwe - ludzka sprawiedliwość tylko by zyskała gdyby ziemscy prawodawcy też tak uczynili:

       Jak ujawniają to powyższe przykłady "prawa bumerangu" oraz "przekleństwa wynalazców", Bóg powprowadzał "samoregulujące się" mechanizmy moralne wszędzie tam gdzie ich użycie stało się możliwe. Mechanizmy te są tak zaprogranowane, że wynagradzają one moralne postępowanie zaś karają wszelkie przejawy niemoralności. Niestety, powodem dla którego mechnizmy te narazie NIE spowodowały jeszcze lawinowego wzrostu moralności ludzkiej, jest że do czasu opracowania filozofii totalizmu ludzie NIE mieli pojęcia że takie mechanizmy wogóle istnieją i działają. Wszakże Bóg NIE spędza swego czasu na przypominaniu o ich istnieniu, a jedynie z żelazną konsekwencją postępuje zgodnie z zasadami ich działania. Zresztą nawet w chwili obecnej większość ludzi nadal pada ofiarą tych mechanizmów ponieważ ciągle NIE chce uwierzyć że faktycznie one działają i kontrolują ich życie. Z tego powodu filozofia totalizmu zaleca, że idąc za przykładem Boga również ludzie powinni powprowadzać takie "samoregulujące się" mechanizmy wszedzie tam gdzie wyraźnie widoczny staje się brak sprawiedliwości lub hamulców w ludzkich zachowaniach i skłonnościach. Poniżej przytoczę kilka przykładów obszarów ludzkiej działalności gdzie wprowadzenie praw bazujących na takich "samoregulujących się" mechanizmach moralnych wyraźnie poprawiłoby obecną sytuację:
       1. Medycyna. Obecnie lekarze (a także szpitale) są płaceni "od wizyty". To zaś powoduje że zamiast w wyleczeniu swoich pacjentów, są oni raczej finasowo zainteresowani w ich "uzależnieniu" od swej "opieki" - co wyjaśniam szczegółowiej w punkcie #G2 strony healing_pl.htm Wszakże po uzależnieniu swych pacjentów od nieustannego poboru medykamentów, lekarze (a także szpitale i producenci lekarstw) muszą być opłacani przez resztę czyjegoś życia. Tymczasem filozofia totalizmu zaleca, że powinny zostać ustanowione prawa iż lekarze, a także szpitale, byliby płaceni tylko jeśli wyleczą daną chorobę. Wszakże taka praktyka jest od dawna w użyciu w wielu innych obszarach życia - np. rolnicy są opłacani tylko jeśli dostarczą komuś mleko, mięso, jajka, zboże, itp. Także niektórzy prawnicy biorą zapłatę już tylko kiedy wygrają daną sprawę.
       2. Politycy. W punkcie #I4 niniejszej strony internetowej zostało wyjaśnione, że powinna zostać przyjęta przez ludzi zasada, iż każdy polityk który rozpocznie wojnę lub który przyczyni się jakoś do rozpoczęcia wojny, po zakończeniu swojej kadencji powinien być wysyłany na pierwszą linię frontu owej wojny w charakterze zwykłego żołnierza.
       3. Producenci ścieków. Należałoby wprowadzić prawo, że wszyscy ci co pobierają wodę z jakiejś rzeki, ujęcie poboru tej wody mogą zbudować jedynie w dół prądu rzeki i to nie dalej niż 100 metrów od miejsca w którym odprowadzają swoje ścieki do owej rzeki.
       4. Gwałciciele. Zamiast zamykać ich w wygodnych jednosobowych celach z telewizorami, dostępem do internetu oraz dużą biblioteką, wystarczy wszystkich gwałcicieli z danego kraju zamknąć w jednej ogromnej celi (lub na jednej odizolowanej wyspie). Podobnie, w zbiorowej celi (lub odizolowanej wyspie) unikalnej dla danej kategorii przestępców możnaby też zamykać morderców, chuliganów, zabijaków, sadystów, itp.
       5. Przepłacający siebie dyrektorzy. Zgodnie z artykułem "US roaring again for richest 1 percent" (tj. "USA woła ponownie za najbogatszym 1 procentem") ze strony B4 gazety "The New Zealand Herald", wydanie ze środy (Wednesday), January 26, 2011, oba światowe kryzysy ekonomiczne, a więc ten zapoczątkowany w 2008 roku jak i ten z lat 1930-ch, spowodowane były łakomstwem i niemoralnością najbogatszych 1% uczestników społeczeństwa na kierowniczych pozycjach, którzy zaczęli wypłacać sobie samym ponad 18% (tj. niemal ćwiartkę) dochodu narodowego całego państwa. Samoregulujące się rozwiązanie dla ich niemoralności polegałoby więc na spisaniu z nimi umowy, że "jako wynagrodzenie wprawdzie otrzymywali będą określony % od czystego dochodu przedsiębiorstwa którym kierują, jednak jeśli owo przedsębiorstwo poniesie straty, wówczas wpłacą do kasy owego przedsiębierstwa ze swojej prywatnej kieszeni dokładnie taki sam procent owych strat".
       Powyższe oczywiście to jedynie kilka przykładów ilustrujących jak w prawodawstwie ludzkim też można zawrzeć samoregulujące się rozwiązania dla problemu niemoralności. Jednak już na bazie tych kilku przykładów można rozpracować dalsze podobnie moralnie samoregulujące się rozwiązania dla praktycznie wszystkich innych obszarów ludzkiej działalności które przy obecnym prawodawstwie są źródłami niemoranych postępowań. W ten sposób, zamiast obecnego nagradzania i promowania niemoralności zaś karania moralnych postępowań przez ludzkie prawa, takie moralnie samoregulujące się prawodawstwo zaczęłoby w końcu karać niemoralność a nagradzać ludzi postępujących moralnie. To zaś prowadziłoby do lepszego i moralniejszego życia wszystkich mieszkańców Ziemi.


#B4. Przykłady mechanizmów sterujących rozwojem moralności zbiorowej:

       W przypadku "intelektów indywidualnych" owo karanie i nagradzanie jest proste. Po prostu Bóg pozwala wieść długie i relatywnie szczęśliwe życie intelektom zachowującym się moralnie, zaś zamienia życie w piekło i często szybko unicestwia wszystkie intelekty niemoralne - chyba że je potrzebuje użyć jako przykład dla innych, czy też jako sposób ukarania kogoś kto sobie na to zasługuje. Jednak sprawa zaczyna się komplikować kiedy przychodzi do zarządzania losami "intelektów zbiorowych". Wszakże owe "intelekty zbiorowe" mogą formować co najmniej dwa drastycznie odmienne "modele moralności". Pierwszy skrajny z tych modeli, nazwijmy go "modelem jednorodnym" (a), polega na tym że wszyscy uczestnicy danej społeczności praktykują mniej więcej ten sam poziom moralny. Z kolei drugi z tych modeli, nazwijmy go "modelem zróżnicowanym" (b), polega na tym że dana społeczność przypomina sobą długą kolumnę maszerujących ludzi, jacy są mieszaniną wszystkich możliwych poziomów moralnych (tj. że społeczność ta ma zarówno ludzi wysoce moralnych maszerujących na jej czele, ludzi średnio moralnych maszerujących w jej środku, a także ludzi wysoce niemoralnych wleczących się na jej końcu).
       W przypadku "modelu jednorodnego" (a) zasady jego zarządzania przez Boga są takie same jak w przypadku indywidualnych ludzi. Znaczy, jeśli np. wszyscy oni żyją wysoce moralnie, wówczas Bóg "wynagradza" za to ich wszystkich - po wyjaśnienie przykładów takiego nagradzania przez Boga (np. wsi Wszewilki w Polsce czy miasta Invercargill w Nowej Zelandii), patrz opisy z punktu #I4 strony day26_pl.htm. Jeśli zaś wszyscy oni praktykują ową moralnie zgniłą filozofię pasożytnictwa, wówczas Bóg powoduje że cała ich społeczność czy nawet cały ich kraj, są ukarane jakąś katastrofą - np. wybuchem wulkanu, trzęsieniem ziemi, tsunami, powodzią, huraganem, wyciekiem ropy naftowej, wojną, terroryzmem, itp. - tak jak to opisałem w "części #C" strony seismograph_pl.htm. Z kolei ich życie zamieniane jest przez Boga w rodzaj "piekła na ziemi".
       Niestety, Bóg nie jest w stanie tak samo zarządzać społecznościami praktykującymi "zróżnicowany model moralności" (b). A tak się składa, że ten model praktykuje zdecydowana większość społeczności i krajów na Ziemi. Wszakże gdyby Bóg sprowadził jakąś katastrofę na taką społeczność, wówczas by oberwali także i ci którzy żyją tam moralnie. Podobnie gdyby Bóg ich wszystkich wynagrodził, wówczas nagrodzeni by byli również ci spośród nich co praktykują zgniłą moralność filozofii pasożytnictwa. Dlatego na takich społecznościach praktykujących "zróżnicowany model moralności" Bóg egzekwuje aż kilka odmiennych metod swego postępowania. Metody te są tak dobrane, aby ich następstwa: (1) nagradzały i zachęcały moralną czołówkę tej społeczności, (2) karały i dopingowały jej najbardziej niemoralnych uczestników wlokących się na samym końcu, (3) nagradzały całą społeczność za przyciąganie do swego grona ludzi praktykujących wysoce moralną filozofię totalizmu, oraz (4) karały całą społeczność za fakt że pozwala ona aby w jej gronie istniały niemoralne jednostki. Przeglądnijmy teraz przykłady metod działania Boga, które to metody generują każdy z powyższych rodzajów następstw.
       Opisywane tutaj mechanizmy i metody zarzadzania przez Boga moralnością "intelektów grupowych" są powtórzeniem opisów zaprezentowanych w podrozdziałach NG6 do NG6.4 z tomu 12 mojej najnowszej monografii [1/5].


#B4.1. Niematerialne nagrody w rodzaju osobistego szczęścia czy pokojowego życia otrzymywane przez ludzi żyjących wysoce moralnie i praktykujących totaliztyczną filozofię:

       Ludzie którzy prowadzą wysoce moralne życie są nagradzani przez Boga przez udostępnienie im całego szeregu niematerialnych nagród opisanych już poprzednio w punkcie #B2.1 tej strony - w rodzaju osobistego szczęścia, spokojnego życia, braku stresu, respektu bliźnich, itp. Nagrody owe typowo są odnotowywane przez społeczność w której owi wysoce moralni ludzie żyją, dostarczając reszcie tej społeczności dopingu i przykładu aby też praktykować wysoce moralne życie.


#B4.2. Wymóg osiągania nirwany przez ludzi pragnących skorzystać z tzw. uwięzionej nieśmiertelności - działający jako kara i doping dla poprawy swej moralności przez ludzi zachowujących się niemoralnie:

       W punkcie #F3 strony internetowej o nazwie nirvana_pl.htm został wyjaśniony podstawowy wymóg dostępu do tzw. uwięzionej nieśmiertelności przez ludzi dysponujących tzw. wehikułami czasu. Mianowicie, na ludzi którym społeczeństwo udostępni tzw. "uwięzioną nieśmiertelność", tj. których społeczeństwo to zgodzi się powtarzalnie cofać w czasie do lat ich młodości po każdym osiągnięciu przez nich wieku starczego, nałożony musi być warunek, że przed cofnięciem w czasie do tyłu wykażą się oni osiągnięciem stanu tzw. "totaliztycznej nirwany". Owa zaś "nirwana" może być osiągnięta tylko przez ludzi którzy praktykują w swoim życiu wysokie zasady moralne. Stąd opisywany tu wymóg będzie dopingował niemoralnych ludzi do zarzucenia swoich niemoralnych zachowań i do rozpoczęcia wysoce moralnego życia. Jeśli zaś społeczeństwo postanowi NIE wypełniać tego warunku i zacznie cofać do lat młodości również niemoralnych ludzi o wysoce pasożytniczej filozofii, wówczas całe to społeczeństwo zostanie ukarane i zamiast stawać się coraz szczęśliwsze, będzie ono coraz bardziej zagłębiało się w stan tzw. "wieczystego potępienia" opisanego w punkcie #H3 strony immortality_pl.htm.


#B4.3. Działanie obecności tzw. "10 sprawiedliwych" - których istnienie nagradza całą społeczność za przyciąganie do swego grona ludzi praktykujących totaliztyczną filozofię:

       Społeczności które rozumieją korzyści z posiadania w swoim gronie ludzi wysoce moralnych, są dodatkowo dopingowane i nagradzane przez Boga za stwarzanie w swoim gronie atmosfery sprzyjającej osiedlaniu się wśród nich takich wysoce moralnych ludzi. Wszakże tacy wysoce moralni ludzie służą za przykład dla innych, a stąd cicho podnoszą oni poziom moralny całej danej społeczności. Jedna z form takiego nagradzania przez Boga owych społeczności, polega na zagwarantowanej im przez Boga ochronie przed wszelkimi kataklizmami, jeśli tylko w ich gronie zamieszkuje co najmniej 10 wysoce moralnych osób wypełniających definicję tzw. "sprawiedliwych". Bóg udzielił owej gwarancji w Biblii ("Księga Rodzaju", wersety 18:23-32), zaś jej faktyczne dotrzymywanie w rzeczywistym życiu ja osobiście sprawdziłem na miejscowości Petone w Nowej Zelandii (w której mieszkam), zaś opisałem m.in. w punkcie #I3 strony o nazwie day26_pl.htm. Faktycznie też owa Petone, w okolicy której mieszka w/w "10 sprawiedliwych" o wysoce totaliztycznej moralności, jest omijana przez wszelkie kataklizmy jakie ostatnio nieustannie trapią Nową Zelandię z powodu ześlignięcia się jej ludności w szpony filozofii pasożytnictwa, a jakie to kataklizmy opisuję m.in. w punkcie #C5 strony o nazwie seismograph_pl.htm, a także w punkcie #D5 strony o nazwie fruit_pl.htm.
       Odnotuj, że wysoce efektywna metoda obrony przed kataklizmami, bazująca na opisanej tutaj gwarancji Boga, opisana została w punkcie #C5.1 strony seismograph_pl.htm oraz w punkcie #A2.3 strony totalizm_pl.htm.


#B4.4. "Przekleństwo wynalazców" - którego następstwa karzą całe społeczności za tolerowanie w swoim gronie niemoralnych ludzi:

       Winę za fakt, że w danej społeczności bezkarnie działają ludzie wysoce niemoralni, ponosi cała dana społeczność. Wszakże poprzez zachowywanie bierności i aprobaty wobec czyichś niemoralnych działań, społeczność ta daje pozwolenie owym niemoralnym ludziom na praktykowanie swoich niegodziwych zachowań. (Jako przykład rozważ kryzys ekonomiczny który ogarnął ziemię w 2008 roku tylko ponieważ poszczególne społeczeństwa tolerowały u swoich bankierów niespotykane łakomstwo i marnowanie pieniędzy na ich astronomiczne zarobki.) Dlatego za fakt iż dana społeczność toleruje w swoim gronie wysoce niemoralnych ludzi i NIE ukróca ich niegodziwych zachowań, Bóg karze całą tą społeczność. Aby zaś wyegzekwować takie karanie, Bóg wymyślił aż kilka mechanizmów moralnych. Jednym z owych mechanizmów jest genialny mechanism działania moralności, zwany "przekleństwem wynalazców". Z pomocą tego mechanizmu takie tolerujące niemoralność społeczności faktycznie same sobie wymierzają odpowiednie kary.
       "Przekleństwo wynalazców" jest przykładem genialnie działającego mechanizmu moralnego, który zarządza losami całych "intelektów zbiorowych". Owo "przekleństwo wynalazców" powoduje, że każdy twórczy wynalazca lub odkrywca żyjący i działający w gronie danej społeczności, zawsze jest uzależniany i oddawany w moc najbardziej niemoralnych, bo najsilniej zagłębionych w filozofię pasożytnictwa, reprezentantów tejże społeczności - co dokładniej wyjaśnia punkt #H1.6 ze strony newzealand_visit_pl.htm. W rezultacie, potraktowanie jakie każdy taki wynalazca lub odkrywca otrzymuje podczas swoich twórczych wysiłków, jest charakterystyczne dla poziomu niemoralności jaki osiągnęli najbardziej niemoralni członkowie owej społeczności. Jeśli więc dana społeczność toleruje w swoim gronie wysoce niemoralnych ludzi, wówczas wypracowanie w niej nowych wynalazków lub odkryć staje się całkowitą niemożliwością - tak jak np. ja to doświadczałem w Polsce i w Nowej Zelandii. W rezultacie, poprzez tracenie korzyści wynikających z powstawania w jej gronie takich nowych wynalazków lub odkryć (niektóre z jakich to korzyści opisałem w punktach #B5 i #I2 poniżej tej strony) owa społeczność sama siebie karze.
       Innymi slowy, owo "przekleństwo wynalazców" jest "samoregulującym się" mechanizmem działania moralności. Wszakże powoduje ono, że niemoralność każdej społeczności jest karana rękami i działaniami najniemoralniejszych reprezentantów tejże społeczności. Stąd, np. jeśli w danej społeczności jej najbardziej niemoralni reprezentanci są wyjątkowymi paskudami, wówczas paskudzi ci tak uprzykszają i wyniszczają swoich rodzimych wynalazców i odkrywców, że społeczność ta nigdy NIE jest w stanie wypracować i wdrożyć jakiegokolwiek nowego wynalazku lub odkrycia. Stąd sama siebie karze wygenerowaniem u siebie owej "wynalazczej impotencji" - po jej przykład z prawdziwego życia patrz strona boiler_pl.htm. Taki "samoregulujący się" mechanizm działania "przekleństwa wynalazców" jest więc genialny - tylko Bóg mógł go tak dobrze obmyślić i tak efektywnie wprowadzać w życie.


#B5. Wynalazki i odkrycia podlegają pod moralność i sprawiedliwość zbiorową, stąd są one objęte następstwami "przekleństwa wynalazców":

       Nowe wynalazki dostarczają licznych korzyści całym społecznościom i całym krajom. Stąd dokonywanie owych wynalazków jest rządzone złożonymi mechanizmami moralnymi odnoszącymi się do całych "intelektów zbiorowych", takimi właśnie jak wyżej opisane "przekleństwo wynalazców".
       Niektórym może się wydawać, że NIE ma znaczenia w którym kraju czy w jakiej społeczności coś zostało wynalezione. Wszakże potem z pomocą międzynarodowego handlu i tak korzysta z tego cały świat. Jednak jeśli sprawę rozważyć dokładniej, wówczas się okazuje, że kraje i społeczności w których dokonane są wynalazki odnoszą z nich potem cały szereg najróżniejszych korzyści. Przykładowo, to ich przemysł potem staje się wiodący w produkcji danego wynalazku, przynosząc korzyści ekonomiczne temu krajowi czy tej społeczności. To w nich muzea chwalą się eksponatami tych wynalazków, przyciągając do siebie turystów i badaczy. To mieszkańcy tych krajów i społeczności stają się dumni ze swoich osiągnięć, tłumacząc potem tą dumę na szybszy postęp, wyższe zarobki, wzrost zamożności, renomę i poważanie swych obywateli ze strony innych krajów, lepsze życie. Itd., itp. Nie bez powodu, najgorszy poziom życia i szczęśliwości swoich mieszkańców, emigracji odpływowej (ucieszki) własnej ludności, a także szacunku i uznania reszty świata, zawsze wykazują kraje cierpiące właśnie na ową "wynalazczą impotencję".
       Zależnie też od poziomu moralności panującego w danej społeczności, społeczność ta swoimi własnymi rękami albo sama się wynagradza poprzez pozwolenie swoim wynalazcom aby zbudowali nowe urządzenia techniczne, albo też sama się karze poprzez wyniszczanie własnych wynalazców swym postępowaniem i szykanami. To dlatego odnotowanie że jakiś kraj cechuje "wynalazcza impotencja" (tj. że na jego terenie NIE dokonano żadnego istotnego wynalazku ani odkrycia naukowego) jest jednym z najlepszych wskaźników iż w kraju tym panuje zgniły rodzaj moralności (czyli panuje filozofia pasożytnictwa), a stąd że jego mieszkańcy tak naprawdę to są wysoce nieszczęśliwi - nawet jeśli wyglądają na bogatych.


#B6. Aby móc poznać i zrozumieć mechanizmy rządzące moralnością i sprawiedliwością zbiorową, potrzebne są nam analizy ilustracyjnych przykładów - np. losów wynalazców samolotu gnębionych "przekleństwem wynalazców":

       Wnioski opisane powyżej zostały wyciągnięte w wyniku wielu lat badań i obserwacji. Aby zaś wykazać czytelnikowi, że faktycznie wnioski te odzwierciedlają stan rzeczywisty i prawa moralne faktycznie działające w naszym świecie fizycznym, poniżej przytoczę analizę moralną na najbardziej ilustracyjnych ze wszystkich znanych mi wynalazków i odkryć, włączając w to aż trzy kolejne wynalazki samolotu.


Część #C: Polak-Rosjanin Aleksander Możajski - wynalazca i budowniczy pierwszego latającego samolotu na Ziemi:

      

#C1. Oto losy pierwszego pilotowanego samolotu na Ziemi, zbudowanego przez Polaka/Rosjanina o nazwisku Aleksander Możajski (1825-1890):

       Każdy wynalazek z sukcesem wprowadzony w życie oraz szeroko upowszechniony wśród ludzi, faktycznie podnosi poziom cywilizacyjny całej ludzkości. Praktycznie podnosi więc on również i jakość codziennego życia każdego z nas. Nic więc dziwnego, że wynalazcy których geniusz, przenikliwośc umysłu, badania, odwaga osobista, wysiłki i dedykacja przyczyniły się do opracowania i wdrożenia dowolnego wynalazku, wydobywani są z mroków zapomnienia albo przez wdzięczną ich zasługom ludzkość, albo też przez naród jakiemu starali się służyć swoimi wynalazkami. Niniejsza strona internetowa bierze na siebie zaszczytny obowiązek wydobywania z zapomnienia kolejnego z takich zwolna już zapominanych wynalazców. Jest to Polak będący jednocześnie obywatelem Rosji, o nazwisku Aleksander Teodorowicz Możajski (w oryginalnej pisowni rosyjskiej Алек са́ндр Ф. Можа́ йский, natomiast Anglicy zwykle pisza jego nazwisko jako "Aleksandr Fyodorovich Mozhaiski", lub jako "Alexandr Fyodorovich Mozhaisky", lub "Alexander Feodorovich Mozhaiski"). (Możajski był jednym z owych wyjątkowych ludzi w historii Ziemi, do jakich grona również i ja należę, których los obdarzył posiadaniem dwóch narodowości jednocześnie. Mianowicie przez urodzenie był on Polakiem, natomiast przez prawo był Rosjaninem - po wyjaśnienie powodów tego stanu rzeczy patrz następny punkt tej strony.) Możajski zbudował pierwszy pilotowany przez człowieka samolot na Ziemi. Jego samolot z sukcesem wzniósł się w powietrze, zaś po wykonaniu pokazowych akrobacji i lotu okrężnego z powodzeniem wylądował na tej samej rampie startowej z jakiej dokonał startu. Pierwszy oficjalny (pokazowy) lot samolotu Możajskiego nastąpił latem 1882 roku. Było to więc około 21 lat przed lotem samolotu Braci Wright z USA, oraz około 20 lat przed pierwszym lotem samolotu Nowozelandczyka o nazwisku Richard Pearse. Pokazowy lot samolotu Możajskiego obserwowany był przez setki widzów, zaś obszerne sprawozdania z tego lotu publikowane były w gazetach ówczesnej carskiej Rosji. Lot ten miał miejsce na poligonie wojskowym w miejscowości nazywanej "Krasnoj Sielo" (w oryginalnej pisowni rosyjskiej nazwa ta brzmi Красно й Село) pod Petersburgiem w carskiej Rosji. Miał on charakter oficjalnej demonstracji możliwości samolotu Możajskiego dla urzędników rosyjskiego cara. Samolot pilotowany był wówczas przez specjalnie przeszkolonego pilota o nazwisku I. N. Golubev (w oryginalnej pisowni rosyjskiej И. Н. Голубев). Niezwykłością tego pierwszego pilotowanego samolotu na świecie było, że do napędu swoich trzech śmigieł używał on trzech bardzo lekkich, aczkolwiek szczególnie wydajnych silnikow parowych. Niestety, ten pierwszy wynalazek samolotu na świecie efektywnie zaduszony został przez biurokratów carskiej Rosji i nigdy nie dołożył swego wkładu do rozwoju technicznego całej ludzkości. Do dzisiaj jest on niemal zapomniany nie tylko w Rosji, ale także i w Polsce. Niezależnie więc od zaprezentowania tu krótkiej historii samolotu Możajskiego, niejsza strona internetowa stara się też odpowiedzieć na dodatkowe pytanie "dlaczego Możajski i jego samolot zostali zapomniani".


Fot. #C1 (T2 z [10])

Fot. #C1
(T2 z [10]): Stara ilustracja ukazująca oryginalny Wygląd samolotu Możajskiego ustawionego na rampie startowej. Była ona narysowana dla miejscowej gazety w 1882 roku, podczas oficjalnego pokazu lotu tego samolotu dla przedstawicieli rządu carskiej Rosji. Ilustracja ta była też zreprodukowana w starej rosyjskiej encyklopedii [1M], skąd ją zaczerpnąłem do niniejszej strony.
* * *
Możajski był niedocenionym geniuszem inżynierii i faktycznym pionierem awiacji. Zbudowany przez niego trzysmiglowy samolot napędzany trzema lekkimi silnikami parowymi wzniósł się w powietrze jako pierwszy na świecie latem 1882 roku, czyli na 21 lat wcześniej niż słynny samolot Braci Wright z USA, oraz na 20 lat wcześniej niż samolot Richard'a Pearse z Nowej Zelandii.
* * *
Zauważ że można zobaczyć powiększenie każdej fotografii z niniejszej strony internetowej, poprzez zwykłe kliknięcie na tą fotografię. Ponadto większość wyszukiwarek jakie obecnie są w użyciu pozwala także na załadowanie każdej ilustracji do swojego własnego komputera, gdzie można jej się do woli przygladać, gdzie daje się ją redukować lub powiększać, a także drukować, za pomocą posiadanego przez siebie software graficznego.


#C2. Historia Aleksandra Możajskiego i jego samolotu:

       Aleksander Możajski urodzil sie 25 marca 1825 roku w Polskiej rodzinie szlacheckiej, ktorej rodzinne dobra dziedziczne znajdowaly sie we wsi Możary z powiatu owruckiego na Wolyniu. Oprocz jego rodziny, w carskiej rosji istaniala jeszcze jedna rodzina noszaca to samo nazwisko Możajskich, ktora az do czasu swego wygasniecia w XVII wieku miala dobra w Możajsku pod Moskwa. Jednak Polska rodzina szlachecka Możajskich z Wolynia nie miala nic wspolnego z owa ksiazeca rodzina rosyjskich Możajskich mieszkajacych pod Moskwa. Miejscem urodzenia Aleksandra Teodorowicza Możajskiego bylo miasto Rotschensalm (Kotka) nad zatoka Finska, gdzie jego ojciec byl dowodca okretu wojennego. Owo urodzenie sie w rodzinie oficerow floty spowodowalo ze rowniez wiekszosc swego zycia Aleksander Możajski spedzil na sluzbie w marynarce wojennej. Specjalizowal sie tam w budowie, inżynierii, oraz we wsparciu technicznym floty. Podczas swej kariery w marynarce zostal awansowany az do stopnia admirala.
       Ciekawostką okresu młodości i początków kariery zawodowej Możajskiego było, że regularnie raz do roku zapadał on na jakieś tajemnicze schorzenie płuc. Owe regularne napady choroby Możajskiego przypominają więc także i moje własne grzybicowe infekcje płuc, jakie z regularnością zegarka są na mnie sprowadzane po nocach w jakich nastąpiło moje "symulowane" uprowadzenie do UFO. (Wiecej informacji o tych z całą pewnością celowo "symulowanych" uprowadzeń do UFO, zawarte jest w "części #K" odrębnej strony internetowej o nazwie day26_pl.htm, a także np. we rozdziale OD z tomu 13 monografii [1/5].) Jest więc wysoce prawdopodobne, że owe regularne napady infekcji płuc również sprowadzane były celowo na Możajskiego przez te same "przekleństwo wynalazców" jakie opisuję w punkcie #H2 niniejszej strony, a jaka za pośrednictwem m.in. celowego atakowania jego zdrowia starała się go powstrzymywać przed dokonaniem tego co usilował dokonać.
       Myśl zbudowania pilotowanego przez człowieka samolotu zrodziła się w Możańskim już w 1855 roku. Zainspirowały ją obserwacje lotu ptaków. Po wpadnięciu na tą ideę, Możajski budował wiele modeli swojego samolotu. Końcowe z tych modeli demonstrowały już bardzo dobre własności lotne. W 1877 roku przedstawił on oficjalnie projekt swojego samolotu Głównemu Stowarzyszeniu Inżynierów Rosyjskich. Na rozkaz ówczesnego ministerstwa wojny powołana została następnie specjalna komisja dla rozpatrzenia realności budowy jego samolotu. W skład tej komisji wchodził m.in. profesor Mendelejew (ten sam ktory opracowal Tablice Okresowa Pierwiastków). Komisja ta wydała pozytywną opinię i budowa jego samolotu otrzymała błogosławieństwo rządu ówczesnej Rosji. Uprzedzając prace praktyczne nad swoim samolotem, w dniu 3 listopada 1881 roku Możajski otrzymał na niego patent. Wykonanie samolotu zostało zlecone przez Możajskiego najlepszym ówczesnym zakładom przemysłowym. Szczegółowe plany konstrukcyjne samolotu Aleksandra Możajskiego przygotowane dla jego fabrycznej produkcji zachowały się do dzisiaj. Są one pokazane na "Fot. #C2". Także do pilotowania tego samolotu został wytypowany wojskowy o najlepszych skłonnościach w tym kierunku. Latem 1882 roku jego samolot odbył swój pierwszy oficjalny lot pokazowy. Zanim jednak lot ten nastapił, samolot Możajskiego był dokładnie testowany, dopracowany, zaś jego pilot uczył się jak nim latać. Niestety, o owych wczesniejszych lotach testowych, obecnie niewiele jest wiadomo. Można jedynie się domyślić, że były one trudne do opanowania bo wymagały ogromnych umiejętności (np. nauka jazdy zwykłym rowerem czy samochodem początkowo zawsze jest bardzo trudna dla każdego, a przecież poziomu roweru ani samochodu nie można porównywać do poziomu trudności samolotu).
       Końcowy "oficjalny lot" samolotu Możajskiego obserwowany był przez ogromną liczbę widzów. Był też szeroko raportowany przez prasę rosyjską. Rysunek pokazany na "Fot. #C1" pochodzi właśnie z ówczesnej gazety. (Wszakże w owych czasach gazety zatrudniały zawodowych ilustratorów, których rysunki następnie reprodukowały. Fotografowanie nie było jeszcze w użyciu.) Lot tego samolotu okazał się wówczas sensacją, zaś nazwisko Możajskiego było wtedy na ustach wszystkich. Niestety, z przyczyn opisanych poprzednio, osiągnięcie to nie było duplikowane. Z czasem więc popadło w zupełne zapomnienie.
       Po pierwszej udanej probie lotu swego samolotu, Możajski usiłował rozwijać dalej ten wynalazek. Niestety, owo "przekleństwo wynalazców" opisywane w punkcie #H1 poniżej znalazło sposób aby go skutecznie powstrzymać. Sposob ten opisałem dokładniej w punkcie #C3 poniżej. Po kilku latach dalszych zmagań, to samo "przekleństwo wynalazców" zdołało w końcu "unieszkodliwić" Możajskiego fizycznie za pomocą tego samego rodzaju infekcji pluc, jakim regularnie gnębiło go przez całe jego życie. Możajski zmarł w nad ranem dnia 1 kwietnia 1890 roku, czyli w dniu jaki zgodnie z tym co wyjasniłem w podrozdziale V5.4 monografii [1/4], "symulacje" UFOnautów rezerwują sobie na oznaczanie historycznie brzemiennych w skutki własnych ingerencji w naturalny przebieg wydarzen na Ziemi. Miał wówczas jedynie 65 lat. Gdyby więc nie następstwa "przekleńśtwa wynalazców" które nieustannie go niszczyło, ciągle miałby przed sobą wiele lat twórczego życia.
          Oczywiscie, powyższa historia raportuje jedynie o suchych faktach, bez zinterpretowania mechanizmów ukrywających się poza owymi faktami, ani bez omówienia wymowy "moralnej lekcji" udzielanej nam za pośrednictwem losów Możajskiego. Owe mechanizmy i wymowa losów Możajskiego naszkicowane zostały w oddzielnym punkcie #H2 poniżej.

Fot. #C2: Plany konstrukcyjne samolotu Możajskiego

Fot. #C2
: Oto plany techniczne samolotu Aleksandra Możajskiego opublikowane w starej rosyjskiej encyklopedii wskazywanej poniżej jako publikacja [1M].


#C3. Jakie czynniki fizyczne spowodowały że samolot Aleksandra Możajskiego został zapomniany:

       Z historii awiacji wiemy, że samolot amerykańskich Braci Wright stał się ogromnym przebojem technicznym. Zaraz też po tym jak wieść o jego zbudowaniu i sukcesach w locie rozniosła się po świecie, samolot ten był duplikowany i udoskonalany przez setki innych ludzi. W ten sposób przyczynił się do rozwoju awiacji jaki po nim następował aż do dzisiejszego poziomu. Z kolei sami Bracia Wright stali się międzynarodowymi gwiazdami o których pisze prawie każda książka tematycznie związana z awiacją, oraz na cześć których odbywają się doroczne festiwale. Natomiast samolot Możajskiego bardzo szybko został zapomniany. Rozważmy więc teraz jakie były powody jego szybkiego popadnięcia w zapomnienie. Oto najważniejsze z nich:
      1. Zniechęcanie potencjalnych następców. Samolotu Możajskiego nikt nie duplikował. W jego czasach był on bowiem na tyle technicznie zaawansowany, że nikt nie widział szansy na jego wykonanie własnymi siłami gdzieś w tylniej części własnego garażu. Do lotu używał on też specjalnie wyszkolonego pilota oraz specjalnie skonstruowanej rampy startowej. (Faktycznie to rampe ta wprowadzil Mozajski celowo. Jako bowiem oficer marynarki wojennej budowal on swoj samolot w taki sposob, aby mogl on startowac z pokladu okretu. Juz wiec w owych dawnych czasach genialna przenikliwosc jego mysli uswiadamiala sobie korzysci militarne z przyszlego uzycia lotniskowcow.) Z powodu jednak swego technicznego wyrafinowania, samolot ten nie oddziaływał na wyobraznię innych ludzi, którzy widzieliby siebie samych wznoszących się w tym samolocie w przestworza z przydomowej łączki. W rezultacie wynalazek Możajskiego nie pobudził imaginacji innych ludzi zmuszając ich do pójścia jego śladami i do zbudowania szeregu podobnych samolotów. Samolot Możajskiego okazał się rodzajem historycznego meteoru, który silnie zabłysnął tylko w czasach kiedy się pojawił. Kiedy jednak sensacja jego zaistnienia opadła, nikt nie starał się go odtwarzyć i powielać.
      2. Technologia samolotu nie była jeszcze otwarta "dla ludu". W czasach budowy samolotu Możajskiego jego technologia wykonania nie dojrzała jeszcze do powszechnego wdrożenia. I tak samolot Możajskiego używał trzech skomplikowanych, bo szczególnie lekkich silnikow parowych o mocach 20, 10, oraz 10 koni mechanicznych. Złożona technologia wykonania tych silnikow wymagała aby były one wyprodukowane przez specjalistyczną fabrykę. Przykładowo trzy silniki używane w jego prototypowym samolocie wykonane zostały w Anglii. Z kolei jego nastepny silnik wykonany zostal w Bałtyckich Zakładach Produkcyjnych z Petersburga. Podobnie sam samolot Możajskiego budowany był z dużym nakładem kosztów przez wyspecjalizowane zakłady przemysłowe. Nie był to więc samolot jaki mógłby zostać zduplikowany przez innych zainteresowanych hobbystów gdzieś w tylnej części ich garażu (czy raczej w tyle końskiej wozowni jaka w owych czasach zastępowała dzisiejsze garaże).
      3. Brak zapotrzebowania społecznego na samoloty. Jako techniczne wysoce złożone urządzenie, samolot Możajskiego miał szansę być duplikowanym tylko gdyby znalazła się bogata instytucja jaka byłaby zainteresowana w jego posiadaniu i seryjnej produkcji. W tamtych czasach istniały wprawdzie takie instytucje, jednak ich decydenci ciągle myśleli w kategoriach zaprzęgów końskich. Były nimi wojsko, poczta, oraz transport publiczny. Możajski nie zdołał jednak przekonać biurokratów owych instytucji, że jego samolot może być im przydatny. W rezultacie za jego życia nie pojawiło się zapotrzebowanie społeczne na ten samolot. Zaś bez takiego zapotrzebowania samolot ten nie miał szans na wejście do powszechnego użycia.
      4. Podwójna narodowość Możajskiego i niejednoznaczności jakie ona wprowadzała. Aleksander Możajski posiadał nietypowy status narodościowy. Przynależał bowiem aż do dwóch narodowości jednocześnie. (Ja, dr Jan Pająk, osobiście mogę z nim sympatyzować, bowiem moja sytuacja narodowościowa jest bardzo podobna. Wszakże ja też jestem jednocześnym nosicielem Polskiej i Nowo-Zelandzkiej narodowosci. Mialem wiec okazje samemu doswiadczyc, jak taka podwojna narodowosc dziala w praktyce.) U Możajskiego powodem tej podwójnej narodowości było, że urodził się, żył, oraz pracował w czasach na krótko po ostatnim rozbiorze Polski przez Rosję, Niemcy i Austrię. Za jego życia Polska więc jako kraj wogóle już nie istniała. Tymczasem przez urodzenie był on Polakiem, ponieważ wywodził się ze starej polskiej rodziny. Jednocześnie jednak przez prawo był on Rosjaninem, ponieważ urodził się w części dawnej Polski, która w jego czasach znajdowała się pod zaborem rosyjskim. Całe też jego życie przebiegało w carskiej Rosji. W carskiej Rosji zdobył swoje wykształcenie inżynierskie. W carskiej Rosji pracował i zarabiał na życie. W końcu w carskiej Rosji zbudował on swój samolot i zrealizował pierwsze pilotowane loty na Ziemi.
       Niestety, fakt podwójnej narodowości Możajskiego wywarł bardzo niekorzystny wpływ na podtrzymywanie pamięci o osiągnięciach i sukcesach tego genialnego wynalazcy i inżyniera. Spowodował on bowiem, że obecnie "nikt Możajskiego nie kocha", ani też "nikt nie przyznaje się do Możajskiego". Jako taki, on sam, a wraz z nim jego samolot, szybko popadają w zapomnienie. Powód powszechnego ignorowania jego osiągnięć i zasług jest bardzo prosty. Wszakże w sensie legalnym był on obywatelem rosyjskim. Polska i Polacy traktują go więc jako Rosjanina. Stąd nie posiadają narodowej motywacji aby promować jego pionierskie osiągnięcie. Z kolei Rosja i Rosjanie uważają go za Polaka, o pamięć którego powinni zadbać Polacy i Polska. Stąd interesy narodowe Rosjan i Rosji również nie stwarzają motywacji dla upamiętniania jego osiągnięć. W wyniku tego odpychania od siebie przez oba narody i kraje odpowiedzialności za upamiętnienie osiągnięć Możajskiego, pierwszy pilotowany samolot jaki wzniósł się w powietrze na Ziemi do dzisiaj popadł niemal w całkowite zapomnienie. Stąd ani ów samolot, ani Możajski, nie posiadają nigdzie nawet najmniejszego monumentu czy innego trwałego symbolu jaki by ich upamiętniał. Z kolei stare książki i gazety jakie opisywały jego osiągnięcie pomału znikają z powierzchni Ziemi.
      5. Rosyjski alfabet. Problem z rosyjskim alfabetem jest, ze w wiekszej czesci swiata ludzie nie potrafia go czytac. Jest on jedynie znany Rosjanom i ludziom miejszkajacym w strefie wplywow Rosjan. Stad informacje o Możajskim i o jego samolocie, jakie publikowane byly w rosyjskich gazetach i ksiazkach niemal wylacznie z uzyciem rosyjskiego alfabetu, nie mogly byc czytane przez inne narodowosci. W rezultacie na przekor ze Możajski byl slawny w Rosji, poza granicami Rosji praktycznie niemal nikt o nim nie uslyszal.
       Aby lepiej zrozumiec rodzaj trudnosci i ogromny galimatias jakie wprowadza soba uzycie alfabetu rosyjskiego, dobrze jest sprobowac uzyc jakiejs wyszukiwarki (np. "google.com") w celu odszukania owych nielicznych, juz istniejacych stron internetowych o Możajskim. Okazuje sie wowczas, ze aby znalezc owe strony, koniecznym jest dokonywanie poszukiwan dla calego szeregu zupelnie odmiennych pisowni nazwiska i imienia Możajskiego. Oto kilka przykladow owych pisowni, oraz stron internetowych na jakich sa one uzyte:
(5a) Aleksander Teodorowicz Możajski (jest to oryginalny polskojezyczny zapis jego nazwiska - niestety w Internecie bardzo trudno jest pisac to nazwisko z wystepujacym w nim kropkowanym "ż", dlatego zwykle pisze sie je z lacinskim "z"),
(5b) Можа́йский Алекса́ндр Федорович (jest to oryginalny rosyjskojezyczny zapis jego nazwiska wyrazony Cyrylica - zauwaz ze imie jego ojca, ktore po polsku jest pisane "Teodorowicz" zas oznacza "syn Teodora", w jezyku rosyjskim jest pisane Федорович a stad na angielski jest zwykle tlumaczone jako "Feodorovitch"),
(5c) Aleksandr Fyodorovich Mozhaiski (jest to zapis jego nazwiska otrzymany po przetlumaczeniu Cyrylicy na alfabet lacinski),
(5d) Alexander Feodorovitch Mozhaiski (jest to zapis w jakim za jego imie uzyto angielski odpowiednik tego imienia),
(5e) Alexandr Fyodorovich Mozhaisky (jest to zapis jego nazwiska otrzymany po przetlumaczeniu Cyrylicy na alfabet angielski),
(5f) Alexander Mozhaiskii (jest to jeszcze inna postac angielskiego zapisu jego nazwiska).
      6. Stygmata przegranej. Niestety, samolotowi Możajskiego z czasem przypięta też została stygmata przegranej. Wszakże to nie ów samolot, a samolot Braci Wright z USA, był tym który wszedł do trwałego dorobku ludzkości. Zamiast więc analizować powody dla jakich samolot Możajskiego NIE okazał sie sukcesem, oraz wyciągać z tego historycznego przykładu użyteczne wnioski na przyszłość - tak aby owa sytuacja nie powtórzyła się już więcej na Ziemi, ludzie raczej wolą zapomnieć o tej przegranej. Tymczasem gdbyśmy jako cywilizacja faktycznie potrafili z owej porażki nauczyć się czegoś użytecznego, wówczas z obecnej przegranej, sytuacja ta zamieniłaby się we wspólną wygraną nas wszystkich.
* * *
       Wcale jednak tak nie musi się dziać. Faktycznie bowiem Aleksander Możajski, czyli genialny Polak/Rosjanin którego dzisiaj nikt nie kocha oraz do którego nikt się nie przyznaje, faktycznie jest powodem do dumy dla nas wszystkich. Nie tylko mogą z niego być ogromnie dumne oba narody i kraje, czyli Polska i Rosja, ale również cała ludzkość powinna skorzystać z jego historycznego przykładu aby wyciągnąć z niego użyteczne wnioski na przyszłość. Wszakże Możajski był człowiekiem który udowodnił niezbicie, że nie istnieje takie coś jak ograniczenia techniczne dla nowych idei. Zbudował bowiem nowoczesny samolot w czasach, kiedy najdoskonalszą maszyną na Ziemi była lokomotywa parowa. W ten sposób wykazał, że tam gdzie istnieje poprawna idea techniczna, istnieją też możliwości techniczne aby ideę tą urzeczywistnić. (Anglicy mają na to piękne powiedzenie stwierdzające "where there is a will, there is also a way" - czyli "gdzie pojawia się wola, tam istnieje też i sposób".) Po prostu nowa idea techniczna wcale NIE pojawia się w czasach kiedy jeszcze nie może być zrealizowana. Dla przykladu dzisiejsze lotnie mogły być już zrealizowane w czasach kiedy Leonardo Da Vinci projektował swoje skrzydła. Tyle że Leonardo Da Vinci nie posiadał wytrwałości i dedykacji Możajskiego, aby znaleźć sposób na praktyczne wdrożenie tej swojej idei (wdrożył on jednak praktycznie inne idee, za jakie został lepiej opłacony).


Fot. #C3a

Fot. #C3a
: Oto wygląd Polaka z pochodzenia, zaś Polaka i Rosjanina z obywatelstwa, genialnego wynalazcy Aleksandra Możajskiego - prawdziwego pioniera awiacji. Możajski pokazany jest tu wraz z jego samolotem na 6-kopiejkowym znaczku poczty ZSRR z 1963 roku.



Fot. #C3b

Fot. #C3b
: Oto jeszcze jeden znaczek rosyjski jaki ilustruje wygląd Polaka z pochodzenia, zaś Polaka i Rosjanina z obywatelstwa, Aleksandra Możajskiego - konstruktora pierwszego samolotu na swiecie. Znaczek ten wydany zostal w 1975 roku. Jego nominal wynosi 6 kopiejek.



Fot. #C3c

Fot. #C3c
: Znaczek mongolski z 1990 roku, wydany z okazji 100 rocznicy śmierci Aleksandra Możajskiego. Ukazuje on wygląd Możajskiego oraz jego samolotu.
* * *
Patrząc na powyższe znaczki, nasuwa się pytanie, dlaczego Polska dotychczas nie wydała jeszcze nawet jednego choćby najmizerniejszego znaczka upamiętniającego osiągnięcie tego genialnego jej syna. Dlaczego Polska i Polacy "wstydzą" się przyznawać do niego i kultywować jego pamięć. Jednocześnie jednak pamięć Skłodowskiej, która pracowała we Francji (a nie w Polsce) oraz która dopomogła do zbudowania morderczej broni jądrowej, upamiętnia się w Polsce przy każdej okazji i w niemal każdej miejscowości.


#C4. Ja bezskutecznie zwracałem się do polskiej poczty o wydanie przez nią pamiątkowego znaczka z okazji 100 rocznicy śmierci Możajskiego:

       W punkcie #I1 poniżej wyjaśniłem, jak cała Polska i wszyscy Polacy są krzywdzeni, ponieważ kilku niemoralnych Polaków zawsze stara się poniżać wszystko co polskie zaś wywyższać wszystko co obce. Doskonałym przykładem takiego właśnie niemoralnego działania są losy mojego oficjalnego pisma jakie kiedyś wystosowałem z Nowej Zelandii do dyrekcji polskiej poczty aby uhonorowała wydaniem okolicznościowego znaczka, zbliżającą się wówczas 100 rocznicę śmierci Aleksandra Możajskiego. Na przekór że w swym liście wyjaśniłem istotność dorobku tego wynalazcy dla Polski i Polaków, polska poczta NIE tylko że NIE uczyniła nic aby uhonorować tego geniusza technicznego i twórcę, ale nawet NIE pofatygowała się aby odpowiedzieć na mój oficjalny list.
       Ja osobiście nie mam już zamiaru ponownie pisać do dyrekcji polskiej poczty o powrócenie do sprawy uhonorowania Aleksandra Możajskiego wydaniem choćby najmizerniejszego znaczka jaki by upamiętniał tego wielkiego Polaka. Wszakże mój czas jest ograniczony, pisanie listów konsumuje go sporo, zaś napisanie do dyrekcji polskiej poczty jest jak wrzucanie czegoś do "czarnej dziury" - i NIE otrzymywanie nawet najkrótszej odpowiedzi. Jednak apelowałbym tu do czytelników aby w imię moralności, postępu, sprawiedliwości, oraz honoru całego narodu, napisali do nich chociaż jeden taki list w całym swoim życiu - na przekór iż z góry wiadomo że list ten z całą pewnością NIE otrzyma odpowiedzi. Wszakże NIE wolno być biernym wobec niemoralności i niesprawidliwości dziejowej. Alternatywnie, jeśli czytelnik zna jakikolwiek inny sposób uhonorowania tego genialnego wynalazcy, np. poprzez zorganizowanie mu jakiejś wystawy w którymś z polskich muzeów, również apelowałbym o zwracanie się w tej sprawie do odpowiednich decydentów i instytucji. Wszakże okazji dla takiego uhonorowania daje się znaleźć ile tylko się zechce. Można np. wydać serię znaczków upamiętniających polskich wynalazców i odkrywców przy okazji dowolnej rocznicy, zaś do serii owej włączyć też znaczek o Możajskim (a jeśli się da to włączyć również i znaczki o innych wielkich, choć dotychczas niedocenianych, Polakach o których piszę w "części #I" tej strony).


#C5. W jaki sposób samolot Możajskiego zastał zapomniany:

       Aleksander Możajski i jego samolot nie zostali zapomniani natychmiast. Proces ich zapominania był raczej stopniowy. Ja osobiście ciągle pamiętam, że do około lat 1960-tych, Możajski i jego lot byli upamiętniani w mówionej tradycji rodzinnej wielu Polaków. Wszakże rodzice lub rodziny ludzi żyjących do lat 1960-tych, albo znali go osobiście, albo też osobiście słyszeli o jego osiągnięciach. To właśnie w latach 1960-tych słyszałem o Możajskim aż od dwóch swoich nauczycieli, tj. od mojego nauczyciela fizyki w szkole średniej, a także od mojego wykładowcy hydromechaniki na Politechnice Wrocławskiej. Posądzam, że oboje oni wiedzieli o Możajskim z rodzinnych przekazów mówionych. Ponadto do lat 1960-tych w Polsce powszechnie dostępna była literatura pisana jaka upamietniała Możajskiego i jego samolot. Potem jednak ludzie którzy ciągle o nim pamiętali zaczęli wymierać. Również książki jakie opisywały jego osiągnięcia pomału zaczęły znikać. Jednocześnie Polska i Rosja zaczęły być zalewane książkami które wmawiały ludziom, że pierwszy samolot na świecie został zbudowany przez Braci Wright z USA, zaś awiacja wogóle nie istaniała przed Braćmi Wright. Literatura ta pomału wyparła z pamięci ludzkiej informacje na temat samolotu Możajskiego.
* * *
       W tym miejscu warto podkreślić, że samolot Możajskiego wogóle nie konkuruje z samolotem Braci Wright, a raczej go uzupełnia. Wszakże to tylko samolot Braci Wright wszedł na trwałe do dorobku technicznego ludzkości. Natomiast samolot Możajskiego był jedynie historyczną lekcją, z jakiej teraz powinniśmy wyciągnąć użyteczne wnioski. Poprzez zaniechanie ignorowania jego istnienia, my wszyscy, tj. cała ludzkość, tylko na tym skorzystamy. Za każdym bowiem razem kiedy na Ziemi pojawia się następna nowa idea techniczna, taka jak np. statek kosmiczny magnokraft z napędem magnetycznym, ów historyczny przykład samolotu Możajskiego daje nam lepszą perspektywę, a także historyczne doświadczenie, co do stanowiska jakie wobec tej nowej idei powinna obecnie przyjmować cała nasza cywilizacja.


#C6. Publikacje w jakich można znaleźć informacje pisane o Aleksandrze Możajskim i o jego samolocie:

       Niestety, na temat Aleksandra Możajskiego i jego samolotu nie istnieje obecnie zbyt wiele źródeł pisanych. Polacy wiedzieli o nim dosyć sporo zaraz po drugiej wojnie światowej, kiedy na jego temat ciągle prowadzone były jakieś badania historyczne, oraz kiedy pamięć o nim ciągle była żywa u starszych ludzi. Jednak w miarę upływu czasu wiedza o Możajskim i jego pionierskim samolocie szybko zanikała. Ja po raz pierwszy dowiedziałem się o nim od swojego ulubionego nauczyciela fizyki z Liceum Ogólnokształcącego w Miliczu. Nauczyciel ten nosił nazwisko Mieczysław Tomaszewski. Obecnie już nie żyje (zmarł na Alzhaimera około 2002 roku). Posądzam, że wiedział on o Mażajskim z przekazów rodzinnych - prawdopodobnie jego przodkowie osobiście znali albo kogoś z rodziny Możajskiego, albo nawet samego Możajskiego. Pan Mieczysław Tomaszewski wiedział bowiem wiele szczegółów na temat życia i działalności Możajskiego, jakich nie spotkałem później w żadnej publikacji na jego temat. Niektóre z ciekawostek opublikowanych na niniejszej stronie, poznałem właśnie od owego mojego ulubionego nauczyciela fizyki z liceum.
* * *
       Zainspirowany i zaciekawiony informacjami przekazanymi mi przez mojego ulubionego nauczyciela fizyki ze szkoły średniej, ja sam też starałem się dowiedzieć więcej na temat pierwszego samolotu na świecie oraz jego genialnego twórcy, który niezależnie od bycia Rosjaninem był przecież i Polakiem. Kiedy więc jeszcze w czasach licealnych przypadkowo natknąłem się u swojego kolegi na książkę poświęconą opisowi życia Możajskiego i jego samolotu, natychmiast zahandlowałem tą książkę, aby mieć ją na własność. Dzięki temu, w swoich latach licealnych posiadałem na własność polskojęzyczną książkę o Możajskim i o jego samolocie. Kiedy ją zdobyłem książka ta była już dosyć stara. Posądzam więc, że była wydana wkrótce po drugiej wojnie światowej, tj. w późnych latach 1940-ch lub w początkowych latach 1950-tych. Niestety, kiedy podczas wakacji w 2004 roku starałem się odnaleźć tą książkę w swoim rodzinnym domu, okazało się że w międzyczasie zaginęła (minęło wszakże ponad 40 lat od czasu kiedy ją zdobyłem i czytałem). Niemniej sam fakt, że ją posiadałem, oznacza że kiedyś książka o Możajskim i jego samolocie była publikowana w Polsce, a także że zapewne gdzieś zachowały się inne egzemplarze tej książki. Poszukując w antykwariatach, być może da się ją gdzieś znaleźć. Obecnie niewiele już pamiętam na temat tamtej książki - tj. nie pamiętam ani jej tytułu, ani nazwiska autora. Pamiętam jedynie, że zreprodukowany w niej był ze starej gazety rosyjskiej ów rysunek samolotu Możajskiego stojącego na rampie startowej, jaki na niniejszej stronie pokazany jest na "Fot. #C1". Pamiętam też, że książka ta była napisana po polsku, że była relatywnie gruba, że wielokrotnie podkreślała ona fakt, iż pierwszy samolot na świecie był zbudowany przez Polaka będącego jednocześnie obywatelem rosyjskim (być może, iż napisana ona i wydana została przez jakąś polską fundację historyczną powołaną dla podnoszenia świadomości narodowej wśród powojennych Polaków), a także że była ona doskonale podbudowana badaniami historycznymi, bowiem dawała dosyć dokładny przegląd życia Możajskiego, jego twórczości wynalazczej, pracy inżynierskiej, oraz jego bezskutecznych zmagań z urzędasami carskiej Rosji o uznanie potrzeby dla podjęcia seryjnej budowy jego samolotu.
* * *
       Niezależnie od powyższych, do samolotu Możajskiego referował też na jednym ze swoich wykładów mój wykładowca Mechaniki Płynów na Politechnice Wrocławskiej, Profesor Z. Gabryszewski. Ja zwróciłem uwagę na jego dygresję na temat tego samolotu, ponieważ wcześniej osobiście zainteresowałem się Możajskim i stąd przestał on dla mnie być anonimową postacią z historii, a był Polakiem walczącym z o swój wynalazek z biurokratami carskiej Rosji. Profesor Gabryszewski również podkreślał w swojej dygresji, że pierwszy samolot na świecie zbudowany został i oblatany w carskiej Rosji przez wynalazcę polskiego pochodzenia.
* * *
       Kiedy odkryłem podczas wakacji w Polsce latem 2004 roku, że moja własna książka o samolocie Możajskiego zaginęła, natychmiast zacząłem tam szukać innych źródeł pisanych na ten sam temat. Wszakże Polska posiada więcej źródeł pisanych o 19-wiecznej Rosji, niż Nowa Zelandia w jakiej obecnie mieszkam. Moje poszukiwania przyniosły owoce. Znalezłem bowiem opis samolotu Możajskiego w tomie 1 starej rosyjskiej encyklopedii [1M], zatytułowanej: Wielka Encyklopedia Rosyjska (w rosyjskojęzycznym oryginale zatytulowana Большая Советская Энциклопедия, co alfabetem lacinskim zwykle jest zapisywane jako Bolshaya Sovetskaya Entsiklopediya), Tom 1 "A – Aktualizm", drugie wydanie, przewodniczący zespołu autorskiego C. I. Babilov, opublikowana w dniu 15 grudnia 1949 roku przez Państwowe Wydawnictwo Naukowe "Great Soviet Encyclopedia", Moskwa, Pokrovskij Bulvar, d. 8; 633 stron, twarda okładka), strony 90 do 94, patrz tam pod hasłem "Aviacija".
* * *
       Po tym jak opublikowalem niniejsza strone internetowa, otrzynalem email od jednego z czytelnikow, Gracjana Szymonowicza. Wskazal mi on dane wydawnicze jeszcze jednej (niedawnej) polskojezycznej publikacji na temat Możajskiego i jego samolotu. Publikacja ta to artykul [2M] piora Jana Ciechanowicza, zatytulowany Admiral Aleksander Możajski - konstruktor samolotow, opublikowany na stronach 153 do 162 polskojezycznego periodyka o tytule "Prace Historyczno-Archiwalne", Tom XI, opublikowanego w Rzeszowie, Polska, 2002 rok, przez Archiwum Panstwowe w Rzeszowie, Regionalne Towarzystwo Badan nad Historia Mniejszosci Narodowych w Rzeszowie, oraz Polskie Towarzystwo Historyczne oddzial w Rzeszowie (ISSN 1231-3335). Ewentualne zapytania w sprawie owej publikacji [2M] (czy prosby o ewentualne udostepnienie jej kopii do poczytania) kierowac mozna na rece Gracjana Szymonowicza, ktorego adresy emailowe brzmia gracjan0@aster.pl lub gracjanss@wp.pl.
* * *
       We wrzesniu 2004 roku kolejny czytelnik niniejszej strony przeslal mi dane bibliograficzne dwoch nastepnych ksiazek o Aleksandrze Możajskim, opublikowanych w Rosji. Niestety, dane te zapisane byly alfabetem Angielskim a nie Cyrylica. Oto powtorzenie owych danych jakie wowczas otrzymalem: [3M] ALEXANDER FJODOROWISCH MOZHAISKY, 1825-1890, piora W. Krylow, opublikowany w ZSRR w 1951 roku; ksiazke ta przetlumaczono tez na jezyk niemiecki i opublikowano w Berlinie pod tytułem Alexander Fjodorowitsch Moshaiski - Die Geschichte der Luftfahrt (Berlin, Neues Leben, 1953. Mit einigen Abbildungen. VII, 207 S.); [4M] MOZHAISKY - THE CREATOR OF THE FIRST PLANE IN THE WORLD, by Chyertemnkh and AF Shipilov, opublikowany w Moskwie, ZSRR, w 1956 roku. Niezaleznie od tego, na temat owego wynalazcy pojawil sie tez dobry artykul w wydaniu periodyka "Aeroplane" datowanym w styczniu (January) 2003 - patrz strona internetowa www.aeroplanemonthly.com.
* * *
       Podsumowanie najistotniejszych informacji które zdobyłem na temat Możajskiego oraz jego samolotu, włączając w to rosyjska pisownię nazw i nazwisk istotnych dla dziejów tego samolotu, zawarłem takze w podrozdziale O1 z tomu 12 mojej monografii [1/4] "Zaawansowane urządzenia magnetyczne", jakiej nieodpłatne egzemplarze można sobie sprowadzić ze stron internetowych o nazwach tekst_1_4.htm.
* * *
       Istnieje juz kilka stron internetowych o Możajskim. Jednak strony te dosyc trudno jest znalezc za posrednictwem wyszukiwarek. Wszakze nazwisko Możajskiego zapisuja one w sposob bedacy tlumaczeniem rosyjskiej Cyrylicy na litery angielskie lub lacinskie. Dlatego jego nazwisko, a stad takze slowa kluczowe i nazwy owych stron, pisane sa na wiele najrozniejszych sposobow. Ponizej przytaczam adresy kilku najpopularniejszych z nich (wiekszosc z tych stron jest w jezyku angielskim, pierwsza zas w jezyku rosyjskim). Oto one: www.hrono.ru/biograf/mozhaiski.html, www.flyingmachines.org/moz.html, www.ctie.monash.edu.au/hargrave/mozhaisky.html, www.pilotfriend.com, www.geocities.com/aerohydro/mfm/scale1.htm.


Część #D: Nowozelandczyk, Richard Pearse - niezależny wynalazca i budowniczy drugiego latającego samolotu na Ziemi:

      

#D1. Samolot Nowozelandczyka o nazwisku Richard William Pearse:

       Kolejnym relatywnie dobrze udokumentowanym oraz niezależnym od innych wynalazcą i budowniczym samolotu, był Nowozelandczyk o nazwisku Richard William Pearse (1877-1953). Wynalazca ten pochodził z niewielkiej miejscowości nazywanej "Pleasant Point" czyli "Przyjemne Miejsce". (Niestety, wcale nie okazało się ono "przyjemne" dla Richard'a Pearse. Przykładowo tamtejsi ludzie przezywali go małostkowo "Mad Pearse" – co znaczy "pomylony Pearse", oraz "Bamboo Dick" - co znaczy "bambusowy huj".) Sporo materiału dowodowego wskazuje, że pierwszy lot jego samolotu miał miejsce 31 marca 1902 roku, czyli na około rok przed słynnym lotem samolotu Braci Wright z USA.



Fot. #D1 (T3 z [10]): Pomnik dla samolotu Nowozelandczyka, Richarda Pearse

Fot. #D1
(T3 z [10]): Oto zdjęcie jakie kiedyś wykonałem przy pomniku wystawionym w Nowej Zelandii Richard'owi Pearse i jego samolotowi. (Osoba stojąca przy samochodzie to ja, tj. dr inż. Jan Pająk.) Pomnik ten stoi niedaleko małej miejscowości nowozelandzkiej zwanej "Pleasant Point". Pearse zbudował samolot, jaki był pierwszym w Nowej Zelandii. Samolot Pearse wzbił się w powietrze w dniu 31 marca 1902 roku, czyli na około 20 lat po samolocie Polaka/Rosjanina, Aleksandra Możajskiego (aczkolwiek ciągle na około jeden rok przed samolotem Braci Wright). Niestety, Możajskiemu nikt nie stawia pomników. Faktycznie sytuacja wygląda tak jakby Możajski i jego pionierski samolot zostali już zupełnie zapomniani przez wszystkich, włączając w to jego własnych rodaków. A traci przez to nie tylko Polska i Polacy (co wyjaśniam w punkcie #I1 tej strony), ale rownież i cała nasze cywilizacja. Czas więc aby zbudzić się z letargu, wydobyć Możajskiego z zapomnienia, oraz zacząć wyciągać właściwe wnioski z historiycznych lekcji moralnych jakie cała ludzkość otrzymała za pośrednictwem jego samolotu.


#D2. Jak ów genialny nowozelandzki wynalazca samolotu, czyli Richard William Pearse, został prześladowaniami swoich własnych ziomków doprowadzony do szaleństwa i wylądował w szpitalu wariatów:

       Co nas ponownie uderza w historii wynalazku Richarda Pearse, to że on również poddany został prześladowaniom jakie przez omawiane w punkcie #H2 poniżej tzw. "przekleństwo wynalazców" były umiejętnie kierowane wybiorczo na niego. Ponieważ jego metoda budowy samolotu nie zależała od biurokratów, owo inteligentnie działające "przekleństwo wynalazców" zniszczyło go metodami doskonale dostosowanymi do jego sytuacji. Przykładowo podcięlo ono jego wiarę w siebie zgodnym wrzaskiem potępienia wydobywającym się z ust jego sąsiadów i znajomych. Odcięło go od moralnego wsparcia i pomocy bliskich mu ludzi. Uczyniło też z niego wyrzutka społeczeństwa tylko dlatego że swym wysoce moralnym postepowaniem starał się osiągnąć coś istotnego dla ludzkości.
       Podczas gdy główna metoda niszczenia samolotu Możajskiego przez owo opisywane w punkcie #H1 poniżej "przekleństwo wynalazców" polegała na mnożeniu przed nim przeszkód biurokratycznych, w przypadku Richarda Pearse główną metodą niszczenia jego samego i jego samolotu okazało się spuszczenie z uwięzi małostkowości i prowincjonalności ludzi którzy go otaczali i od których zależało jego zdrowie psychiczne i samopoczucie. Richard Pearse sam budowal swoj samolot. Nie był więc zależny od jakichś biurokratów którzy mogliby powstrzymać jego działania. Jednak był on podatny na nacisk otoczenia, oraz potrzebował moralnego wsparcia w swych działaniach. Dlatego zaraz po podjęciu budowy swego samolotu, Mr Pearse szybko został obwieszczony wariatem i "spalony na stosie" przez swoich własnych ziomków (tj. przez innych Nowozelandczyków). Jego sąsiedzi zaczęli wytykać go palcami, miejscowe dzieci za nim biegały i wyzywały go od wariatów i od głupców, nikt też nie chciał się z nim zadawać ani przyjaźnić. Za jego wysoce moralne wysiłki zbudowania samolotu, jego szczególnie niemoralne i złośliwe otoczenie uczyniło więc z niego wyrzutka społeczeństwa i spowodowalo że zakończył swe życie w szpitalu psychiatrycznym. Jeden dziwny "zbieg okolicznosci" jaki moze szokować kazdego, to że w 1911 roku Richard Pearse ciężko zachorowal na tyfus (typhoid) - znaczy na chorobę jaka zabiła Wilbur'a Wright (być może że ów "zbieg okoliczności" też ma coś do czynienia z owym "przekleństwem wynalazców" ktore dyskutowane jest w punkcie #H1 poniżej).

Fot. #D2

Fot. #D2
: Oto znaczek nowozelandzki o nominale 80 centow, z 1990 roku. Ukazuje on wygląd Richard's Pearse oraz jego samolotu.

       W chwili obecnej Nowozelandczycy usiłują odzyskać dla siebie choćby część zaszczytów i nagród jakie przynależą się budowniczym pierwszego samolotu. Dlatego też wystawili Richardowi Pearse pomniki, zbudowali mu muzeum, oraz poświęcili mu nawet znaczek. Wszakże opisana w punkcie #H1 poniżej "wynalazcza impotencja" i "przekleństwo wynalazców" które panują w Nowej Zelandii, powodują że ów kraj NIE ma praktycznie żadnego istotnego wynalazku którym mógłby poszczycić się przed resztą świata. Dlatego Nowozelandczycy starają się przypisać swemu krajowi każdy wynalazek który choćby "otarł się jakoś" o ich ziemię czy ludzi (wszakże podobno "tonący brzytwy się chwyta"). Przykładowo, przez dziesięciolecia Nowa Zelandia walczy z Australią (w której również panuje "wynalazcza impotencja" oraz działa silne "przekleństwo wynalazców") o przypisanie sobie wynalazku "pavlova" - tj. rodzaju słodkiego ciasta z białka jajkowego jakie w Polsce (a zapewne i w Rosji) znane jest przez wieki - w Polsce najczęsciej nazywane "tort/beza" na białkach z jajek. Kiedy więc w końcu brytyjski "Oxford English Dictionary" napisał że "pavlova" wynaleziona została w Nowej Zelandii (patrz artykuł "Sweet revenge for NZ over Australia's pavlova claims" (tj. "Słodka zemsta dla NZ nad Australijskimi roszczeniami do pavlova") ze strony A17 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post Weekend (wydanie z soboty (Saturday), December 4, 2010), stało się to niemal powodem do ogłoszenia święta narodowego. Tymczasem recepturę na ovą "pavlova" prawdopodobnie przekazała Nowej Zelandii i Australii doskonała rosyjska baletnica zwana Anna Pavlovna (Matveievna) Pavlova (12 February 1881 - 23 January 1931) która w latach 1920-tych występowała w obu tych krajach. Wkład więc Nowozelandczyków i Australijczyków w takim przypadku ograniczałby się do dania temu ciastu nowej nazwy - tak jak to uczynili z chińskim owocem oryginalnie zwanym "Chinese gooseberry" który Nowozelandczycy przemianowali na "Kiwi" poczym przyjęli za swój własny owoc - patrz punkty #D5 i #I2 na stronie fruit_pl.htm.
       Powyższe wzmiankuję aby uświadomić istotną "lekcję moralną" jaką ma ujawnić niniejsza strona obywatelom wszystkich tych krajów w których silnie działa opisywane tu "przekleństwo wynalazców" jakie powoduje podobną "wynalazczą impotencję" w twórczym życiu ich kraju. Mianowicie, lekcja ta stwierdza "zaprzestańmy wysoce niemoralnego prześladowania twórczych ludzi swego otoczenia i kraju, oraz zacznijmy aktywnie poskramiać tych naszych współziomków których przyłapujemy iż rozpętują oni takie prześladowania zależnych od nich twórców". Wszystko bowiem co ludzkość posiadła, czyli czym owi niemoralni prześladowcy napychają swoje żołądki i na czym wygodnie sadzają swoje tyłki, istnieje właśnie dzięki wysiłkom twórczych ludzi.


#D3. Każdy wynalazca zniszczony przez swoich ziomków to nigdy już nienaprawialna strata NIE tylko dla danej społeczności, ale także dla całej ludzkiej cywilizacji:

       Zapewne nie trzeba tutaj juz podkreslac jak bardzo szkoda ze wynalazek Pearse'a spotkal taki los. Wszakze w przeciwieństwie do samolotu Możajskiego, samolot Pearse'a nosił wszelkie atrybuty aby być powtarzalnie duplikowanym przez "szerokie masy". Posiadał on już bowiem prosty w wykonaniu spalinowy silnik, jaki dawał się zduplikować "w tylniej części garażu". Konstukcja samego samolotu była prosta i łatwa do zduplikowania przez indywidualnych hobbystów. Ponadto samolot ten startował ze zwykłej łąki. Byl wiec w stanie pobudzac wyobraznie ludzi, poniewaz nadawał się do wynoszenia w powietrze każdego kto go zbudował. Niestety, z powodu małostkowości własnych współziomków Richard'a Pearse oraz ich podatnosci na telepatyczne i hipnotyczne manipulowanie, informacja o tym samolocie i tym osiągnięciu nigdy nie zdołała się przebić do wiadomości reszty świata. Z kolei bez upowszechnienia się informacji na jego temat, wynalazek Richarda Pearse nigdy nie był w stanie zostać masowo zduplikowanym, a w ten sposób dołożyć swój wkład do technicznego rozwoju ludzkości. Nic już mu nie pomaga, że obecne pokolenia Nowozelandczykow wydają spore sumy na budowanie mu pomników i na duplikowanie jego samolotu. Znaczy, ze dopiero teraz doceniaja jego wysilki potomkowie tych samych Nowozelandczyków, którzy swoimi prześladowaniami doprowadzili tego zdolnego wynalazcę do szaleństwa, oraz którzy kiedyś wstydzili się swojego rodzimego "pomyleńca" starającego się zbudować to co przez najznamienitszych naukowców tamtych czasów obwieszczane było jako niemożliwe. Jest bardzo niefortunne, że uznanie dla jego wysiłków przyszło dopiero kiedy nie może już mu dopomóc (aczkolwiek "lepiej późno niż wcale"). Wszakże gdyby otrzymał on jakąkolwiek pomoc od swoich rodaków kiedy faktycznie jej potrzebował, historia potoczyłaby się inaczej - nawet gdyby owa pomoc była tylko moralna.


Część #E: Amerykanie, Bracia Wright - wynalazcy i budowniczowie trzeciego latającego samolotu na Ziemi który jako pierwszy na świecie zdołał wejść na stałe do trwalego dorobku technicznego ludzkości:

      

#E1. Samolot amerykańskich braci Orville Wright i Wilbur Wright:

       Co najmniej trzeci raz z rzędu, samolot został wynaleziony zupełnie niezależnie przez słynnych Braci Wright z USA (o imionach Orville Wright i Wilbur Wright). Pierwszy lot ich historycznego samolotu odbył się w dniu 17 grudnia 1903 roku. Dopiero ich samolot zdołał w końcu przebić się przez bariery hermetycznej blokady ziemskich wynalazków, jakie zostały nałożone na ludzkość przez owo "przekleństwo wynalazców" które opiszę w punkcie #H1 poniżej. Jednak nawet wówczas to przebicie się samolotu Braci Wright przez hermetyczne bariery celowego niedoinformowania i autorytatywnego zaprzeczania nastąpiło jedynie z powodu bardzo korzystnego ciągu "zbiegów okoliczności" (a ściślej, zgodnie z tym co wyjaśniono na stronie internetowej morals_pl.htm, dzięki zadziałaniu tzw. "praw moralnych"). Mianowicie łąka na której Bracia Wright przeprowadzali swoje próby lotów, znajdowała się w pobliżu często uczęszczanej linii kolejowej. Stąd wielu podróżujących ową koleją, w tym sporo dziennikarzy, na własne oczy widziało pierwsze loty tego samolotu i następnie rozprzestrzeniło wiedzę na ich temat wśród innych ludzi. Całe szczęście więc dla ludzkości, że samolot Braci Wright zdołał się w końcu przebić do wiadomości społeczeństwa, na przekór owej hermetycznej blokady nałożonej na oficjalne publikatory przez ową mroczną moc jaka panuje na Ziemi. Ileż jednak innych wynalazków nie jest w stanie przez bariery te się przebić. Część z owych wynalazków, np. tzw. "urządzenia darmowej energii" jakie dzisiaj borykają się z takimi samymi trudnościami jak pierwsze samoloty na Ziemi, opisuję na odrębnych stronach im poświęconych, np. na stronach free_energy_pl.htm, fe_cell_pl.htm, czy newzealand_pl.htm.
       Jak we wszystkich poprzednich przypadkach, rowniez i w przypadku wynalazku samolotu Braci Wright, omawiana tutaj szatanska moc doslownie wyskakiwala ze skóry aby zapobiec ich sukcesowi. Na temat klód jakie moc ta rzucala im pod nogi mozna czytac bez konca w niezliczonych opracowaniach. Ponadto moc ta wywierala na nich nacisk psychologiczny. I tak przykladowo najrozniejsze autorytety naukowe w USA przescigaly sie w zaprzeczaniu mozliwosci zbudowania maszyny ciezszej od powietrza. Wiekszosc publikatorow wyszydzala kazdego kto chocby kontemplowal mozliwosc latania. Z kolei spoleczenstwo amerykanskie ogarnal wówczas rodzaj histerii anty-lotniczej. Nikt tez nie chcial publikowac czegokolwiek pozytywnego lub potwierdzajacego na temat ciezszych od powietrza maszyn latajacych. Nie trzeba dodawac, jak wszystkie te szykany, slowa potepienia, oraz pomowienia daly sie w skóre Braciom Wright. Jadnak na szczescie dla wynalazku samolotu, owej szatanskiej mocy tym razem nie udalo sie zniszczyc obu braci przeszkodami biurokratycznymi. Nie powstrzymaly ich tez ani paszkwile pisane na temat ich samolotu przez najznamienitszych owczesnych naukowcow USA, ani tez nalozona na niego blokada informacyjna z powodu ktorej nic na jego temat nie wolno bylo wowczas publikowac. Nie udalo sie ich nawet zniszczyc psychologicznie wrzaskami potepienia - wszakze nad samolotem tym pracowalo dwoch braci ktorzy nawzajem wspierali sie moralnie nawet kiedy caly swiat obracal sie przeciwko nim. Poniewaz gro owych klopotow serwowane bylo Braciom Wright rekami spoleczenstwa amerykanskiego w jakim bracia ci zmuszeni byli tworzyc, spoleczenstwo to tak im weszlo za skóre, ze w swoim testamencie zyjacy dluzej z tych braci (Orville) wyraznie zażądal aby ich pierwszy samolot pozostal w Londynie i nigdy nie zostal przekazany do muzeum w USA. Dopiero w 1942 roku dal sie przeblagac i pozwolil aby ich samolot przeniesiono do Ameryki. (Wilbur Wright, urodzony w 1867 roku, zmarl juz w 1912 roku tajemniczo zarazony tyfusem (Typhoid) - czyli ta sama choroba jaka tajemniczo zarazony tez zostal Aleksander Mozajski. Z kolei jego mlodszy brat Orville Wright urodzony w 1871 roku przezyl go o 36 lat, umierajac jednak na jakis dziwny "atak serca" w 1948 roku.) W rezultacie, ich samolot "Flyer I" oryginalnie udostepniany byl do publicznego ogladania w "London Science Museum", a nie w Ameryce gdzie byl zbudowany.

Fot. #E1a

Fot. #E1a
: Oto znaczek USA o nominale 6 centow prezentujacy Braci Wright oraz ich samolot. Z jakichs powodow amerykanie do dzisiaj pozostaja na bakier z tymi dwoma najslynniejszymi swoimi wynalazcami. Przykladowo, na temat Braci Wright ukazuje sie znacznie wiecej znaczkow pocztowych poza granicami USA, niz w samych USA. Jesli zas w samych USA pojawi sie juz jakis znaczek na ten temat, wowczas pokazuje on jedynie samolot, a nie wyglad jego wynalazcow i tworcow. Powyzszy znaczek byl jedynym znaczkiem USA jaki dotychczas udalo mi sie znalezc, a jaki faktycznie pokazywal podobizny obu Braci Wright.


Fot. #E1b

Fot. #E1b
: Oto znaczek pocztowy wydany w Libii, jaki upamietnia osiagniecie Braci Wright, oraz ukazuje wyglad obu tych braci. Jak sie okazuje, poza granicami USA Bracia Wright ciesza sie znacznie wiekszym uznaniem i sa bardziej honorowani niz w samym USA. Wyglada na to, ze z jakichs powodow Amerykanie do dzisiaj nie moga czegos wybaczyc tym dwom najslynniejszym wynalazcom Ameryki.



Część #F: Jeszcze inni wynalazcy i budowniczowie samolotów którzy jednak NIE weszli do historii ponieważ ich konstrukcje okazały się niezdolne do lotów:

      

#F1. Inne samoloty nieudanie budowane pomiędzy samolotami Możajskiego i braci Wright:

       Istnieją zarówno najróżniejsze przekazy, jak i dosyć wysokie prawdopodobieństwo, że w czasach pomiędzy 1882 oraz 1902 rokiem (tj. w okresie czasu pomiedzy samolotem Aleksandra Możajskiego, a samolotem Richarda Pearse), samolot był ponownie wynajdowany, budowany i oblatywany aż kilkakrotnie. Tyle, że o tamtych czasowo kolejnych jego wynalazkach świat albo nie został poinformowany, albo do dzisiaj już zapomniał. Przykładowo encykloperdia [1M] podaje, ze francuzki konstruktor o nazwisku Kleman Ader zbudowal samolot z silnikiem parowym nazywany "Avion", który w 1890 roku przelecial dystans 30 metrów, zas po dalszych usprawnieniach w 1897 roku przelecial dystans 300 metrów. (Niestety rozbil sie wówczas i nie zostal juz odbudowany.) Angielski konstruktor o nazwisku G. Philipps (pisownia przetlumaczona z Cyrylicy) zbudowal samolot który w 1891 roku przelecial dystans 35 metrów, wzbijajac sie na wysokosc 6 metrów. Z kolei niemiecki inzynier, Otto Liliental, w 1889 roku wynalazl i zbudowal samolot z ruchomymi skrzydlami podobnymi do ptasich. (Brak jednak danych o jego lotnosci.) Niestety, dokumentacja z testów lotności tamtych następnych samolotów obecnie jest trudna lub niemal niemożliwa do odnalezienia.


Część #G: Samoloty NIE są jedynymi wynalazkami których twórcy prześladowani są przez "przekleństwo wynalazców" - wszystkich faktycznych wynalazców i odkrywców spotyka podobny los:

      

#G1. Inne wynalazki techniczne których zbudowanie też zostało powstrzymane:

       Samolot Możajskiego był tylko jednym z całego szeregu technicznie wyrafinowanych wynalazków, które zostały dokonane w czasach, w których ludzkość okazała się moralnie i światopoglądowo nieprzygotowana na ich przyjęcie. Istnieją również inne takie wynalazki. Ich doskonałymi przykładami ciągle czekającymi urzeczywistnienia są moje wynalazki wehikułu czasu i magnokraftu dokładniej opisane w tomach 11 i 3 monografii [1/5] a także na stronie internetowej o nazwie propulsion_pl.htm. Kolejny wynalazek techniczny o jakim też mi wiadomo że został zrealizowany w czasach jakie nie były gotowe na jego przyjęcie, to telepatyczne urządzenie do zdalnego wykrywania nadchodzących trzęsień ziemi. Wygląd tego urządzenia pokazano poniżej na "Fot. #G1". Aż do dzisiaj oficjalna wiedza ludzkości nie osiągnęła jeszcze poziomu koniecznego aby dzialanie tego urządzenia dawało się nam zduplikować (tj. do dzisiaj trzęsienia Ziemi wykrywane są inercyjnie sejsmografem dopiero po tym jak do nas docierają, NIE zaś telepatycznie i to na długo przed swoim dotarciem). Ów telepatyczny wykrywacz nadchodzących trzęsień ziemi zbudowany został niemal 2000 lat temu w Chinach, przez wynalazce-geniusza nazywajacego się Zhang Heng. Jest on opisany dokładniej na stronach internetowych o nazwach seismograph_pl.htm i newzealand_visit_pl.htm.


Fot. #G1
Fot. #G1: Samolot Możajskiego wcale nie był jedynym urządzeniem technicznym skonstruowanym na Ziemi w czasach kiedy ludzkość nie była jeszcze gotowa na jego przyjęcie. Innym takim urządzeniem, na przyjęcie którego ludzie wcale NIE są jeszcze gotowi nawet do dzisiaj, jest to pokazane na powyższym zdjęciu. Jest ono popularnie nazywane "sejsmografem Zhang Henga". Jednak faktycznie jest to telepatyczny czujnik do zdalnego wykrywania nadchodzacych trzesień ziemi. Wykrywa on trzesienia ziemi już w stadium ich formowania się (tj. na na długo przed tym zanim one nastąpią i nam zagrożą), poprzez odbieranie fal zaburzeń telepatycznych jakie owe formujące się trzesienia ziemi zawsze wysyłają. Dalsze informacje na temat tego zdalnego wykrywacza nadchodzących trzęsień ziemi opisane są na stronach internetowych o nazwach seismograph_pl.htm oraz newzealand_visit_pl.htm, a ponadto w podrozdziale K6.1 z tomu 9 najnowszej monografii [1/5] (z której powyższa fotografia się wywodzi, a którą można sobie załadować z internetu zupełnie za darmo).
       Nowa Zelandia otrzymała replikę powyższego cudownego instrumentu od zarządu miasta Beijing (Pekin) w Chinach. Owa replika jest jedną z pierwszych jakie udostępnione zostały poza granicami Chin. W latach 2003 do 2010 mogła ona być oglądana w narodowym muzeum Nowej Zelandii zwanym Te Papa z Wellington - stolicy kraju. Niestety, około czasu potężnego trzęsienia ziemi które zniszczyło niedalekie Christchurch, a które opisane jest w punkcie #C5 strony o nazwie seismograph_pl.htm, instrument ten został raptownie usunięty z aktywnej wystawy. Czy jest więc możliwym że jego nagłe usunięcie zostało spowodowane np. zakłócającym spokój "nadprzyrodzonym" zachowaniem się tego instrumentu już na kilka dni zanim owo trzęsinie ziemi uderzyło w Christchurch - niestety, nie leży w moich możliwościach ustalenie prawdziwych powodów tego usunięcia. Więcej informacji na ten temat w podpisie pod "Fot. #D1" na stronie seismograph_pl.htm.


#G2. "Cuda techniczne" naszej cywilizacji:

       Uzdolnieni wynalazcy zbudowali na Ziemi cały szereg najróżniejszych urządzeń technicznych, które gdyby zostały włączone na stałe do dorobku technicznego ludzkości, wówczas zmieniłyby losy świata. Te z owych "technicznych cudów" świata które już zdołałem zidentyfikować, wyszczególniłem i opisałem w punkcie #H3 strony newzealand_visit_pl.htm.


Część #H: "Przekleństwo wynalazców" - czyli trwały trend i zjawisko na Ziemi które powstrzymuje i blokuje wszystkie istotne wynalazki i odkrycia naukowe:

      

#H1. Przypomnienie co to takiego owo "przekleństwo wynalazców":

       W punkcie #B4.4 wyjaśniłem, że pod nazwą "przekleństwo wynalazców" na tej stronie rozumiany jest dosyć genialnie zaprojektowany i wdrażany przez Boga mechanizm moralny, który powoduje że społeczności tolerujące w swoim gronie wysoce niemoralnych ludzi same wymierzają sobie sprawiedliwość poprzez formowanie zjawiska zwanego "wynalazczą impotencją". Krajami w których ja odkryłem istnienie i działanie takiej "wynalazczej impotencji" spowodowanej działaniem "przekleństwa wynalazców" jest Polska i Nowa Zelandia. Jednak to zjawisko wcale nie ogranicza sie do owych dwóch krajów. Faktycznie to we większości krajów dzisiejszego świata działa ono aż tak silnie, że wypracowywanie nowych wynalazków przez pracowników dużych instytucji z owych krajów stało się już całkowicie niemożliwe. Wszakże owa "wynalazcza impotancja" objawia się właśnie przez zadziałanie takich manifestacji niemoralnego zachowania w dużych zbiorowiskach ludzkich, że ludzie o twórczych umysłach uzależnieni od dobrej woli i wsparcia owych zbiorowisk, po prostu NIE otrzymują szansy na wypracowanie jakiegokolwiek nowego wynalazku czy przełomowego odkrycia naukowego. Doskonałymi przykładami owych manifestacji "przekleńśtwa wynalazków" są opisane w punkcie #D2 tej strony przezwiska jakimi Nowozelandczycy obrzucali Richarda Pearse, opisane w punkcie #C3 prześladowania jakich doświadczył Aleksander Możajski, czy opisane w punkcie #I1 opluwanie i wyzwiska jakimi moje wynalazki i odkrycia są obrzucane w internecie.
       Innymi słowy, nazwa "przekleństwo wynalazców" jest przyporządkowana do następstw takiego sterowania losami twórczych wynalazców i naukowców, aby z pomocą symbolicznego przekierowania na nich następstw niemoralności grup ludzkich wśród których oni muszą żyć i pracować, spowodować efekt "somoukarania się" owych grup i społeczności.


#H2. "Wynalazcza impotencja" spowodowana "przekleństwem wynalazców" jest doskonale ilustowana opisaną tu koniecznością wynalezienia i zbudowania np. aż trzech kolejnych samolotów, zanim reszta świata mogła się o nich dowiedzieć:

       Jeśli przeglądnąć losy jakiegokolwiek wynalazku na Ziemi, wówczas się okazuje że każdy taki nowy wynalazek prześladowany jest przez nieustanne ciągi wydarzeń, jakie z pozoru moga wydawac sie niekorzystnymi zbiegami okolicznosci, jakie jednak przy blizszej analizie okazuja sie doskonale zorganizowanymi celowymi przeszkodami. Zawsze staraja sie one uniemożliwić wdrożenie danego wynalazku do trwałego dorobku ludzkości. Ja owe ciągi "niby pechowych" wydarzeń bez przerwy trapiące nowe wynalazki i ich wynalaców, nazywam "przekleństwem wynalazców". Działanie tego "przekleństwa wynalazców" opisałem już m.in. w punkcie #G1 strony internetowej eco_cars_pl.htm, a także w punkcie #H1 strony o tajemnicach i ciekawostkach Nowej Zelandii. Strony o Nowej Zelandii można odwiedzić poprzez kliknięcie na linki newzealand_visit_pl.htm. Owo "przekleństwo wynalazców" powoduje, że praktycznie każdy wynalazek o znaczeniu strategicznym dla ludzkości, musi być wynajdowany aż kilkukrotnie przez zupełnie nic nie wiedzących nawzajem o sobie wynalazców. Dopiero po którymś tam z rzędu wynalezieniu, dany wynalazek przez całkowity "przypadek" włączony zostaje do trwałego dorobku technicznego całej ludzkości. Zawsze przy tym perypetie z danym wynalazkiem przy blizszej analizie wyglądają dokladnie tak, jakby powodowane były celowo przez owo "przekleństwo wynalazców" rozciągające swoje panowanie nad całą Ziemią. Oczywiście zachodzi pytanie czym jest owo "przekleństwo wynalazców" jakie wyraźnie sobie nie życzy aby ludzkość zbyt szybko osiągnęła zaawansowany poziom rozwoju technicznego.
       Na bazie przytłaczającego materiału dowodowego jaki na ten temat znajduje się w naszej dyspozycji, ja osobiście wypracowałem już teorię wyjaśniającą, jakaż to moc kryje się za "przekleństwem wynalazców". Niestety, ta moja teoria nieco przypomina sobą samolot Możajskiego - tj. znacznie wyprzedza ona gotowość społeczeństwa na jej przyjęcie. Dlatego proponuję aby z nią się zapoznać na zasadzie ciekawostki. Otóż na podstawie wyników swoich badań doszedłem do wniosku, że planeta Ziemia znajduje się obecnie pod niewidzialną okupacją technicznie wysoko zaawansowanych, chociaż moralnie podupadłych, "zasymulowanych" krewniaków ludzi. My znamy owych "zasymulowanych" krewniakow pod popularną nazwą "UFOnauci". Poziom techniczny tych "zasymulowanych" UFOnautów jest tak wysoki, że ich statki, a także oni sami, mogą pozostawać niewidzialni dla ludzkiego wzroku kiedy operują na Ziemi. Owi krewniacy ludzi zachowują się tak jakby eksploatowali Ziemię na tysiące najróżniejszych sposobów, czerpiąc najróżniejsze korzyści z technicznego zacofania ludzkości. Dlatego zainteresowani są oni w celowym utrzymywaniu ludzkości na możliwie najniższym poziomie zaawansowania technicznego. Jednym ze sposobów tego utrzymywania ludzi w ciemności, jest uniemożliwianie upowszechniania się na Ziemi nowych wynalazków. Tylko mała część wynalazków dokonywanych na naszej planecie jest w stanie przebić się przez hermetyczne zapory nałożone na ludzi przez owych "symulowanych" UFOnautów. Więcej informacji na temat motywacji jakie powodują że UFOnauci nieustannie spychają ludzkość w dół, a także na temat hipnotycznych i telepatycznych metod za pośrednictwem jakich niedostrzegalnie dla ludzi realizują oni to spychanie, wyjaśnionych jest w podrozdziale A3 z tomu 1 mojej monografii [1/4] "Zaawansowane urządzenia magnetyczne". Nieodpłatne egzemplarze tej monografii można sobie sprowadzić za pośrednictwem stron internetowych o nazwie tekst_1_4.htm. Owe szatańskie motywacje UFOnautów w stosunku do ludzi, a także ich pasożytnicza filozofia rabusi, objaśnione są również na stronie internetowej o adresie ufo_pl.htm.
* * *
       Nawet jeśli ktoś nie podziela powyższego wyjaśnienia dla powodów i mechanizmu celowego blokowania strategicznych wynalazków na Ziemi, ktoś taki musi przyznać, że istnieje już zbyt wiele dowodów na fakt, iż blokowanie to faktycznie ma miejsce. Nie wolno nam więc go dalej ignorować. Czas zacząć zadawać sobie i innym pytanie, dlaczego tak wiele istotnych wynalazków na Ziemi jest zaprzepaszczanych, zaś tak wielu ludzkich wynalazców jest poddawanych skrytym aczkolwiek morderczym dla nich prześladowaniom.


Fot. #H1

Fot. #H1
: Jakże nierówno Polska i Polacy traktują swoich wybitnych ludzi. Powyzszy znaczek upamietnia jeszcze jednego geniusza z Polski, Marie Sklodowska-Curie (1867-1934). Podobnie jak Możajski, ona takze urodzila sie w czasach kiedy Polska jako panstwo nie istaniala. Takze wiec zmuszona byla pracowac w obcym kraju (Francji) posiadajac podwojna narodowosc, Francuska i Polska. Jednak w przeciwienstwie do Możajskiego, jej osiagniecia upamietniane sa w kazdym nawet najmniejszym miasteczku Polski, gdzie co-najmniej jedna ulica nosi jej imie, w niezliczonych monumentach i niezliczonych publikacjach, w podrecznikach szkolnych, a takze w calym zatrzesieniu znaczkow pocztowych i monet jakie wydano w Polsce na jej temat. Jakiz wiec jest sekret jej sukcesu w utrzymywaniu sie w pamieci ludzkiej. Ano jej badania bezbosrednio przysluzyly sie do zbudowania bomby atomowej, do tragedii Hirosimy i Nagasaki, a takze prawdopodobnie i do sposobu na jaki w przyszlosci ludzkosc wymierzy sobie samozaglade. Podobnie wiec jak dzisiejsze badania nad "inzynieria genetyczna", jej kierunek badan mial pózniej sluzyc (oczywiscie w sposob zupelnie niezamierzony przez Skłodowską) głównie zabijaniu i niszczeniu, a nie ratowaniu i budowaniu. Stad kierunek ten popierany byl (i jest do dzisiaj) przez owo "przekleństwo wynalazców" opisywane w punkcie #H1 tej strony. Tymczasem kierunek wysiłków Możajskiego mial pózniej glównie sluzyc ratowaniu zycia, budowaniu i wynoszeniu ludzkosci w kosmos. Stad dzialal on przeciwko intencjom owego "przekleństwa wynalazców".

       Warto jednak wiedziec, ze Polska nie jest jedynym krajem o niejednakowym traktowaniu wynalazcow przyczyniajacych sie glownie do budowania, od tych ktorzy przyczyniaja sie glownie do burzenia. Faktycznie to dokladnie ten sam problem przesladuje cala nasza plenete. Przykladowo, Szwecja (sasiad Polski) niemal ze zapomniala o Sven'ie Wingquist, wynalazcy lazysk kulkowych. Jednak naboznie czci Alfred'a Nobel, wynalazce dynamitu. A warto tu uswiadomic sobie, ilu ludzi i jakiego kalibru korzysta z dynamitu. Potem ich porownac z kazdym czlowiekiem na Ziemi ktory na najrozniejsze sposoby korzysta dzisiaj z dobrodziejstwa lozysk kulkowych. Faktycznie tez na Ziemi bardzo wyraznie zaznacza sie juz regula czy wzor zdarzen, ze ten wynalazca ktory przysluguje sie zniszczeniu jest wynagradzany, zas ten wynalazca ktory sluzy budowaniu, jest niszczony. Z kolei wszedzie gdzie pojawia sie jakis wyrazny wzór czy reguła, tam musi istnieć jakas moc która powołuje go do życia - patrz punkt #H1 tej strony.


#H3. Dlaczego prawa moralne spowodowały, że samolot musiał być niezależnie wynajdowany co najmniej trzykrotnie przez cały szereg geniuszy technicznych którzy nawzajem nie wiedzieli o sobie:

       Z powodów jakie staram się dokładniej opisać w punkcie #H2 tej strony, samolot wynajdowany był na Ziemi, budowany, oraz z powodzeniem oblatywany co najmniej trzy razy, zanim wiedza o realności jego budowania zdołała przebić się do powszechnej wiadomości ludzi.
* * *
       Pierwszym dobrze udokumentowanym wynalazcą i budowniczym samolotu, był opisywany tutaj Polak/Rosjanin o nazwisku Aleksander Możajski (1825-1890). Ponieważ jednak urodził się on i tworzył w czasach kiedy Polska nie istniała jako państwo, legalnie jego osiągnięcie przyporząkowuje się Rosji. Doskonale udokumentowany w starych źródłach pisanych, bo obserwowany przez licznych przedstawicieli rządu carskiej Rosji, pierwszy pilotowany przez człowieka lot jego samolotu odbył się latem 1882 roku w miejscowości Krasnoj Sielo koło Petersburga w carskiej Rosji. Samolot Możajskiego wzniósł się w powietrze na około 21 lat przed samolotem Braci Wright z USA. Niestety, do powszechnego duplikowania tego pierwszego samolotu na świecie nie dopuścili biurokraci carskiej Rosji, którzy faktycznie zgnietli ten wynalazek. Niekonczace sie zmagania Możajskiego z biurokratami carskiej Rosji doskonale opisane zostaly w opracowaniu [2M] wyszczegolnionym powyzej. Faktycznie tez, kiedy czyta sie tamto opracowanie, wowczas doslownie az krew czlowieka zalewa jak bezduszne, bestialskie i niemoralne bylo niszczenie tego wynalazcy i geniusza technicznego. Nie mozna sie tez oprzec zdumieniu, jakimz to cudem na przekor wszystkich owych klod jakie mu rzucano pod nogi, ciagle byl on w stanie osiagnac az tak wiele jak faktycznie osiagnal. Aby wskazac tutaj chocby najwazniejsze z wybiegow, jakie zastosowano aby zgniesc jego wynalazek samolotu, to nalezaly do nich (po szczegoly patrz opracowanie [2M]):
          1. Zmuszenie aby Możajski wyrywal sila od rzadu zgode na budowe swego samolotu. Wynalezienie i rozpracowanie samolotu przez Możajskiego, wcale nie otwarlo mu szansy na podjecie jego budowy. Faktycznie to pozwolenie na ta budowe Możajski zmuszony byl wyrwac sila od rzadu carskiej Rosji, poprzez postawienie tego rzadu w sytuacji ze nie mial on innego wyjscia niz sie zgodzic.
          2. Postawienie komisji rzadowej jaka pilnowala Możajskiego. Kiedy Możajski otrzymal w koncu pozwolenie rzadu carskiej Roski na budowe swego samolotu, jednoczesnie do pozwolenia tego przywiazanych zostalo kilka chytrze powymyslanych "sznurkow". Jednym z najgrozniejszych z nich okazal sie pozniej wymog, ze wszystko co czynil musialo najpierw byc zaaprobowane przez specjalna komisje biurokratow, jaka rzad carskiej Rosji powolal aby bez przerwy siedziala mu na karku i pilnowala wszystkiego co tylko czyni. Na czele tej komisji stal niejaki general G. Pauker, Rosjanin niemieckiego pochodzenia, o ktorym kilkadziesiat lat pozniej sie mialo sie okazac, ze byl on Pruskim szpiegiem w Rosji. (To zas znaczy, ze byl on oplacany za udaremnianie w Rosji wszystkiego co posiadalo jakakolwiek wartosc militarna, a co moglo dac Rosji militarna przewage nad Prusami. Czyli takze udaremnianie budowy samolotu Możajskiego.) Oczywiscie, komisja ta wcale nie starala sie ulatwiac zadania Możajskiego. Wrecz przeciwnie - stawala ona na glowie aby mu przeszkadzac we wszystkim co tylko czyni, oraz doslownie troila sie aby rzucac mu klody pod nogi.
          3. Wymóg pisemnego uzasadniania poprawnosci kazdego swego dzialania. Cokolwiek Możajski chciał uczynic aby zbudowac swoj samolot, najpierw musial uzyskac na to zezwolenie owej komisji biurokratow jaka go pilnowala z ramienia rzadu carskiej Rosji. Z kolei owa komisja zgadzala sie tylko na te dzialnia, co do ktorych zdolal przekonac ich na pismie ze sa sluszne. W rezultacie na temat kazdego nawet najdrobiejszego swego posuniecia, musial on sporzadzac dlugie wyjasnienia i uzasadnienia na pismie, ktore faktycznie zajmowaly mu wielokrotnie wiecej czasu niz realizacja danego posuniecia. Aby jeszcze skuteczniej mu szkodzic, na co bardziej krytyczne posuniecia komisja ta nie wydawala zezwolenia nawet kiedy je przekonywujaco uzasadnil. Przykladowo jej szef, general G. Pauker znany byl z odrzucania podan Możajskiego zupelnie bez ich otwierania i czytania.
          4. Szokujace niedofinansowanie. Na budowe swego samolotu Możajski otrzymal od rzadu carskiej Rosji jedynie 3000 rubli. Tymczasem specyfikacja kosztow budowy tego samolotu, jaka przedstawil owemu rzadowi w dniu 23 marca 1878 roku, opiewala na sume 18 895 rubli i 45 kopiejek. Czyli faktycznie otrzymal on od rzadu mniej niz 1/6 sumy jaka zmusial wydac aby samolot ten zbudowac. Brakujace fundusze musial on uzupelnic z wlasnej kieszeni poprzez sprzedanie swego majatku rodzinnego i wydanie calych swoich oszczednosci.
          5. Nieustanne oskarzenia. Biurokraci ktorzy pilnowali Możajskiego bez przerwy go o cos oskarzali. Najbardziej paskudne z ich oskarzen brzmialo, ze "ukradl" on sume 219 rubli z owych 3000 rubli danych mu przez rzad na budowe samolotu. Tymczasem faktycznie, do sumy otrzymanej od rzadu doplacil on z wlasnej kieszeni ponad 15 000 rubli, aby mimo wszystko swoj samolot zbudowac. Problem jednak, ze aby nieoficjalnie przekonac do wykonania niektorych trudnych czesci i zamowien, czesto zmuszany byl placic bez otrzymywania rachunkow, nie zawsze wiec byl w stanie udokumentowac swoich wydatkow. Stad oskarzenie pilnujacych go biurokratow bylo dewastujace i niemal uniemozliwilo mu zrealizowanie swego zamiaru. Dopiero na krotko przed jego smiercia, kiedy opinia publiczna zaczela wykazywac oburzenie traktowaniem jakie otrzymywal od rzadowych biurokratow, zostal oczyszczony od zarzutu owej "kradziezy" zas 219 rubli jakie wczesniej nakazano mu zwrocic rzadowi, zostaly mu wyplacone z powrotem.
          6. Nieustanne obwieszczanie jego sukcesow jako porazki. Komisja biurokratow jaka bez przerwy siedzala na karku Możajskiego i pilnowala kazdego jego posuniecia, bez przerwy tez rozglaszala, ze ponosi on porazki we wszystkim co czyni. W ten sposob wszelkie jego dzialania, na przekor ze faktycznie byly pasmem sukcesow, rzadowi Rosji byly raportowane jako nieustanne porazki, niepowodzenia, nieudolnosc, brak postępu, itp.
          7. Odciecie go od mozliwosci ubiegania sie o sprawiedliwosc. Biurokraci ktorzy siedzieli mu na karku posiadali ogromne wplywy w rzadzie owczesnej Rosji. Kiedykolwiek wiec Możajski staral sie o uzyskanie jakiejs audiencji u kogos waznego z owego rzadu aby apelowac o cos w sprawie swego samolotu, biurokraci ci powodowali ze audiencji tej mu odmawiano. Stad nie tylko ze pastwiono sie nad nim z powodu jego determinacji aby zbudowac swoj samolot, ale dodatkowo uniemozliwiono mu apelowanie o bardziej sprawiedliwe potraktowanie.
       Jesli dokladniej sie przygladnac powyszym biurokratycznym przesladowaniom jakimi zgniatano wynalazek Możajskiego oraz niszczono jego samego, wowczas sie okazuje ze nosily one kilka interesujacych cech. Pierwsza z tych cech, to ze przesladowania Możajskiego wcale nie byly spontanicznym szkodzeniem jakiegos indywidualnego glupca czy calej grupy marionetek, a doskonale skoordynowanym i zorganizowanym poczynaniem, ktorym jakas "mroczna moc" kierowala w wysoce zamierzony sposob. Oczywiscie, natychmiast nasuwa sie pytanie, kim jest owa "mroczna moc" tak zainteresowana w zniszczeniu kazdego postepowego wynalazku na ziemi (odpowiedzi na to pytanie udziela właśnie punkt #H2). Druga cecha biurokratycznego niszczenia Możajskiego bylo, ze uzyta w nim zostala dzisiejsza metoda dzialania, znaczy metoda ktorą omawiane tutaj "przekleństwo wynalazców" posługuje sie do dzisiaj. Przykladowo, w ponad 120 lat po Możajskim, dokladnie tymi samymi biurokratycznymi metodami ciagle do dzisiaj niszczone sa na ziemskich uczelniach wszelkie inne wynalazki i awangardowe badania. Ja mialem okazje obserwowania tej metody w dzialaniu praktycznie w kazdym kraju i w kazdej instytucji badawczej w jakiej dotychcas pracowalem. Rowniez dokladnie ta sama metoda zostala uzyta aby efektywnie zgniesc moje wlasne wysilki podjecia oficjalnych badan nad urzadzeniami jakie ja wynalazlem lub rozpracowalem oraz jakie opisalem na stronach z Menu 2 (tj. badan np. nad magnokraftem, nad komora oscylacyjna, nad urzadzeniami darmowej energii, nad sejsmografem pokazanym na "Fot. #G1", czy nad calym szeregiem innych zaawansowanych urzadzen technicznych jakie podnioslyby poziom naszej cywilizacji gdyby pozwolono mi je zbudowac).


Część #I: Wykaz najbardziej znaych Polaków dotkniętych następstwami zadziałania "przekleństwa wynalaców":

      

#I1. Dlaczego cechy narodowe Polaków wyjątkowo sprzyjają zadziałaniu "przekleństwa wynalazców" na co bardziej twórczych ze swoich współziomków:

       W poprzedniej "części #H" wyjaśniłem, że Bóg egzekwuje działanie "przekleństwa wynalazców" poprzez takie zaprojektowanie losów twórczych ludzi, że zawsze natykają się oni na najbardziej niemoralnych reprezentantów społeczności wśród której żyją i działają. Stąd jak silnie owo "przekleństwo wynalazców" działa w danym narodzie, zależy to od stanu moralnego najbardziej niemoralnych członków owego narodu. Jak też się okazuje, wśród Polaków, owi najbardziej niemoralni to prawdziwe świnie w ludzkiej postaci. Aby zobaczyć jak zupełnie bezinteresownie świnią się oni nad wszystkim co tylko wejdzie w zasięg ich ryjów, wystarczy poczytać sobie komentarze niektórych Polaków należących do grupy bezmyślnej tzw. "internetowej gawiedzi", jakie podopisywali oni do tematyki którą ja usiłowałem dyskutować na internetowych forach dyskusyjnych (linki do owych komentarzy podane są w punkcie #E2 totaliztycznej strony o nazwie faq_pl.htm), a także poczytać co niektórzy Polacy wypisują w swoich blogach i na swoch stronach "facebook" o moich wynalazkach i o wynikach moich badań. Co jednak najbardziej szokujące, na przekór że już na pierwszy rzut oka daje się odróżnić czyjeś konstruktywne uwagi od niemoralnego paskudzenia i opluwania, wszyscy inni Polacy czytają sobie owe paszkwilowe komentarze z internetowych forów i zupełnie NIE potępiają zawartego w nich świnienia ani opluwania. W ten zaś sposób swoją biernością faktycznie popierają upowszechnianie się świńskiego zachowania wśród owej najniemoralniejszej części Polaków. Nie na darmo np. w USA Polaków uważa się za wyjątkowych głupoli, prymitywów i świnie, zaś np. określenie że ktoś ma "polski charakter" jest tam odpowiednikiem używanych w Polsce powiedzeń w rodzaju, że ktoś ma "kurewski charakter", że ktoś jest "wyjątkowym pierdołą", czy że "on to prawdziwa kanalia". Z tego też powodu, ja osobiście doświadczyłem, że "przekleństwo wynalazców" wśród Polaków działa prawdopodobnie najsilniej ze wszystkich narodów i krajów świata jakie dotychczas poznałem. Z powodu aż tak silnego działania tego przekleństwa, w samej Polsce praktycznie nie daje się wypracować niemal żadnego wynalazku, ani upowszechnić niemal żadnego nowego odkrycia naukowego. I to na przekór że według mojej oceny Polacy są jednym z najbardziej twórczych narodów na Ziemi - którą to ocenę podparłem wyliczeniami w podrozdziale M11 z tomu 11 swojej monografii [1/5]. Tak więc z powodu bierności wobec niemoralnych zachowań swoich współziomków, jaką to bierność wykazuje gro Polaków, oraz z powodu popierania swoją biernością niemoralnych działań owej niewielkiej liczby prawdziwych "świń w ludzkiej postaci" jakie działają na terenie Polski, jeden z najbardziej twórczych narodów świata, jakim są Polacy, jest powszechnie uważany za jeden z najgłupszych i najprymitywniejszych narodów świata. W rezultacie, wszyscy Polacy cierpią i są poszkodowani z powodu świńskiego zachowywania się zaledwie niewielkiej frakcji faktycznych prymitywów ze swojego grona.
       Sami Polacy doskonale wiedzą o wyjątkowo świńskim zachowaniu niektórych ludzi ze swego grona. Tyle że NIC aktywnego nie czynią aby zachowanie to demaskować, ukracać i zmieniać. W czasach moich studiów opowiadano sobie nawet w Polsce dowcip jaki ilustrował ową wyjątkową świńskość zachowań niektórych Polaków. Dowcip ten opisywał jak ktoś wizytował piekło i ze zdumieniem odnotował że kocioł w którym diabły gotowały w smole grzesznych Polaków wcale NIE jest pilnowany przez żadnego diabła, zaś kotły z innymi narodowościami są usilnie pilnowane. Na zapytanie dlaczego diabły NIE pilnują kotła w którym gotują w smole Polaków, Belzebub odpowiedział że wystarczy zobaczyć jak Polacy się zachowują. Mianowicie, kiedy któryś z owych gotowanych tam Polaków usiłował wydostać się z kotła, natychmiast do niego podpływali inni Polacy, łapali go za nogi i ponownie ściągali go w dół w gotujacą się smołę. Tymczasem w kotłach innych narodowości, wszyscy z gotujących się co chwila usiłowali dopomóc wydostać się kotła któremuś ze swoich, tak że diabły musiały pilnować tych innych kotłów i spychać widłami z powrotem do smoły każdego którego jego współziomkowie usiłowali wypchnąć w górę do lepszej przyszłości.


#I2. Jak dużo Polska i Nowa Zelandia tracą poprzez gnębienie "przekleństwem wynalazców" swoich rodzimych twórczych ludzi:

       Bóg ma wyraźny cel w konfrontowaniu każdego twórczego wynalazcy i odkrywcy z najbardziej niemoralnymi ludźmi z grona społeczności wśród której owi twórcy mieszkają. Wszakże dzięki takiemu ustanowieniu działania "przekleństwa wynalazców", Bóg uzyskuje efekt "samo-karania się" niemoralnych społeczności. Jak bowiem wiemy, wynalazki i odkrycia są źródłem praktycznie wszystkiego czym ludzkość dysponuje. Stąd niemoralne społeczności, które pozwalają aby w ich gronie panoszyli się ludzie którzy pełnią rolę "oprawców" w egzekwowaniu działania owego "przekleństwa wynalazców", ponoszą najwyższe straty. Dobrowolnie odcinają się one wszakże od osiągania wszystkich tych korzyści które wyszczególniłem w punkcie #B5 powyżej. Przykładowo, ponieważ w Polsce ani w Nowej Zelandii nie został zrealizowany praktycznie żaden znany w świecie wynalazek czy odkrycie, cały świat uznaje Polskę i Nową Zelandię za kraje pijaków i półgłówków, zaś mieszkańców tych krajów za bandę niecywilizowanych prymitywów (na co zresztą w pełni sobie oni zasługują poprzez pozostawanie biernymi kiedy jakieś świnie z ich grona szykanują innych bliźnich). Uważając zaś mieszkańców tych krajów za prymitywów i głupoli, inne narody NIE chcą kupowac ich towarów ani mieć niczego z nimi do czynienia. Tracą więc na tym całe oba kraje i wszyscy ich obywatele. Na dodatek, jeśli jakiś ich mieszkaniec wyjeżdża za granicę, też otrzymuje tam potraktowanie godne "reprezentanta głupoli". Znaczy, nikt się NIE liczy z jego wiedzą ani opinią, będzie zawsze ostatni w kolejce do wszystkiego, znajdzie zatrudnienie jedynie w pracach i na pozycjach których nikt inny NIE chce wykonywać, międzynarodowe zaszczyty, funkcje i pozycje będą dla niego zamknięte, przy każdej też okazji inne narodowości będą sobie tylko pokpiwały z jego wysiłków zamiast je respektować i doceniać.
       Na poparcie wyjaśnianej tutaj prawdy, że "z powodu bierności gra Polaków i Nowozelandczyków, którzy bez słowa sprzeciwu tolerują niemoralne zachowania niektórych ze swogo grona, w Polsce ani Nowej Zelandii panuje "wynalazcza impotencja" zaś w ich instytucjach praktycznie NIE daje się wypracować żadnego istotnego wynalazku, ani wprowadzić żadnego przełomowego odkrycia", poniżej opiszę kilka przykładów co bardziej znanych wynalazków i odkryć. Przykłady te wywodzą się z Polski. (Przykładów wywodzących się z Nowej Zelandii nie będę tu opisywał, chociaż może nimi być np. samolot Pearse opisany w punktach #D1 do #D3 powyżej, grzałka Davey'a opisana na oddzielnej stronie boiler_pl.htm, cały szereg nowozelandzkich wynalazków opisanych w punktach #H1 do #H2 strony newzealand_visit_pl.htm, a także losy wszystkich moich wynalazków i odkryć naukowych których rozpracowywanie moi nowozelandzcy mocodawcy uparcie mi uniemożliwiali.) Z powodu jednak braku poparcia od samych Polaków, poniżej opisane przykłady wynalazków i odkryć nie są znane w świecie jako dorobek polskich twórców. W ten sposób, zamiast podnosić renomę i znaczenie Polski i Polaków, owe zaniedbane wynalazki i odkrycia tylko spychają Polaków w dół, powodując że cały naród jest poszkodowany brakiem ich uznania.


#I3. Jakub Jodko-Narkiewicz - wynalazca tzw. "fotografii kirlianowskiej":

       Zjawisko które w całym dzisiejszym świecie znane jest pod nazwą "fotografia kirlianowska", a które jest wizualnym dowodem na istnienie jeszcze "innego świata" jaki przez Koncept Dipolarnej Grawitacji jest opisywany pod nazwą "przeciw-świata", faktycznie zostało odkryte i ujawnione światu przez Polaka o nazwisku Jakub Jodko-Narkiewicz (ur. 8 stycznia 1848, zm. 1905). Tyle tylko że zgodnie z zasadą Polaków aby "cudze chwalić a swego nie znać", zaraz po tym jak odkrycie to zostało dokonane Polacy je zignorowali oraz pozwolili aby było ono później przypisane Rosjaninowi o nazwisku Semyon Davidovich Kirlian (February 20, 1898 – April 4, 1978). Radzę więc dobrze się przyglądnąć fotografii Jakuba Jodko-Narkiewicza, bowiem w obliczu silnego działania w Polsce "przekleństwa wynalazców" opisywanego w punktach #B4.4 i #H1 tej strony, dokładnie taki sam los jak jego, czeka też niemal każdego innego twórczego Polaka.


#I4. Krzysztof Kolumb - najsłynniejszy w świecie Polak-odkrywca urodzony aby zilustrować ludziom inteligentne mechanizmy działania moralności:

Motto: "Ludzkość powinna wprowadzić w życie zasadę, że wszyscy politycy którzy rozpoczęli wojnę lub w jakikolwiek sposób przyczynili się do wojny (np. głosowaniem w parlamencie), po zakończeniu swych kadencji powinni być wysłani w charakterze zwykłych żołnierzy na pierwszą linię najzacieklej walczącego frontu tej wojny. Zasada taka by bowiem spowodowała, że politycy aż wyginaliby się do tyłu z gorliwości aby wszelkie problemy i nieporozumienia rozwiązywać w sposób pokojowy."

       W ostatnim dniu listopada 2010 roku z ogromnym zdumieniem przeczytałem artykuł o tytule "Columbus was son of Polish king" (tj. "Kolumb był synem polskiego króla"), ze strony A13 nowozelandzkiej gazety o nazwie "The New Zealand Herald", wydanie z wtorku (Tuesday), November 30, 2010. W artykule tym raportowano ciekawe wyniki badań nad pochodzeniem znanego odkrywcy Ameryki, żeglarza znanego w świecie pod nazwiskiem Christopher Columbus (c. 31 October 1451 – 20 May 1506) (tj. Krzysztofa Kolumba - patrz jego portret w www.google.com). Badania te zostały opisane w wówczas właśnie opublikowanej książce [1#I4] pióra Manuel Rosa, zatytułowanej "Columbus: the Untold Story" (tj. "Kolumb: niedomówiona historia"). W dniu 30 listopada 2010 roku, na temat stwierdzeń owej książki w internecie były już dostępne artykuły pod adresami www.tvn24.pl (po polsku) oraz www.dailymail.co.uk (po angielsku).
       Jak wynika z owej książki, powtarzane wszędzie rzekome pochodznie Krzysztofa Kolumba z Genui we Włoszech, wynika z faktu że w owej Genui mieszkała włoska rodzina o nazwisku Colombo, która sfabrykowała fałszywy testament Krzysztofa Kolumba aby odziedziczyć jego majątek. Ponieważ sam Kolumb przez całe życie starannie ukrywał swoje pochodzenie, wszystkie twierdzenia o narodowości Krzysztofa Kolumba wywodzą się właśnie z tamtego sfałszowanego testamentu. Tymczasem według owej książki, faktycznie to Krzysztof Kolumb ma być synem tchórzliwego króla Polski, Władysława III-go Jagiełły - zwanego Warneńczykiem (31/10/1424 - 10/11/1444) (patrz jego portret w www.google.com). Kiedy ów młody i niedoświadczony król w wieku zaledwie 20 lat dowodził całą polską armią w bitwie z Turkami pod Warną z 1444 roku, widząc że bitwa zanosi się na przegraną, król ten miał jakoby zwyczajnie stchórzyć i obawiając się śmierci uciec z pola bitwy pozostawiając swoich żołnierzy na łasce wroga. Po ucieczce podobno nie wrócił już do Polski, a zamieszkał na portugalskiej wyspie Madeira, gdzie założył rodzinę i miał aż kilku synów. Jednym z jego synów był właśnie Krzysztof Kolumb. W owych czasach sporo ludzi z Europy podobno wiedziało o ucieczce Władysława III-go z pola bitwy, tyle że o tym głośno się nie mówiło. W Polsce też podobno o tym wiedziano, ale dla "zachowania twarzy" i dla źle pojętego "utrzymania narodowego honoru", udawano że stało się inaczej i oficjalnie twierdzono że Władysław III-ci Warneński zginął bohaterską śmiercią na polu bitwy.
       Omawiana tu książka [1#I4] przytacza cały szereg dowodów empirycznych na potwierdzenie takiego właśnie pochodzenia Krzysztofa Kolumba. Ich przykładami mogą być: tajemniczość jaką rodzina Kolumbów zawsze otaczała wszystko na swój temat - np. nawet do własnych braci Krzysztof Kolumb pisał tylko starannie zaszyfrowane listy, doskonałe wykształcenie i wysokie małżeństwa Kolumbów - faktycznie godne królewskiego rodu, oraz sporo innych dowodów. Dalsze dowody na to samo znamy z polskiej historii, np. że po bitwie z Warny nie znaleziono ani ciała ani drogocennej zbroi króla. (Czemu nie powinno się dziwić - wszakże jedynie drogie kamienie wmontowane do owej zbroi wystarczały aby zabezpieczyć ich posiadaczowi fortunę i wygodne zycie aż do śmierci.) Ja sam do tego wszystkiego dorzuciłbym jeszcze dowód w postaci nazwiska "Columbus" jakie ów dobrze znający łacinę król zdecydował się adoptować po ucieczce z pola bitwy. Łacińskie słowo "columbus" oznacza bowiem "męskiego gołębia" - z kolei ów ptak w dawnej Polsce, a nawet w Polsce z czasów mojej młodości, był nieco mniej obraźliwym odpowiednikiem słowa "tchórz". (Np. w czasach mojej młodości często o kimś się mówiło że "on ma gołębie serce" - co było towarzysko bardziej dopuszczalnym odpowiednikiem stwierdzenia, że ten ktoś jest bardzo lękliwy tak iż przy najmniejszym zagrożeniu z całą pewnością stchórzy i ucieknie.) Historyk który napisał omawianą tu książkę [1#I4] zamierza oficjalnie zwrócić się do władz Polski o pozwolenie na pobranie próbek genetycznych z grobu ojca omawianego króla aby badaniami genetycznymi definitywnie rozstrzygnąć kwestię pochodzenia Kolumba.
       Jeśli Kolumb faktycznie okaże się być synem Władysława III-go Warneńczyka, wówczas narodowość Krzysztofa Kolumba będzie najdoskonalszym przykładem jak zmyślne i jak inteligentne może być działanie mechanizmów i praw moralnych. Wszakże tylko inteligentnie działające mechanizmy moralne mogłyby spowodować, że odkrywcą Ameryki zostałby syn "króla o gołębim sercu", a w ten sposób że wszyscy którzy byli współudziałowcami w "konspiracji" ukrywającej niemoralność ucieczki tegoż króla z pola bitwy zostaliby ogromnie inteligentnie i zmyślnie ukarani. Aby bowiem chronić takiego ojca przed hańbą stchórzenia podczas bitwy i opuszczenia swoich żołnierzy, np. sam Krzysztof Kolumb zmuszony byłby całe swe życie ukrywać swoje prawdziwe nazwisko i prawdziwe pochodzenie. Z kolei Polacy, którzy swoją biernością i ukrywaniem prawdy w imię źle pojętego "narodowego honoru" dopomogliby jego królewskiemu ojcu uchodzić za bohatera - zamiast otwarcie przyznać że był on zwykłym tchórzem, zapłaciliby za to stratą międzynarodowego uznania, że słynny odkrywca Ameryki był właśnie Polakiem.
       Dla mnie osobiście wysoce intrygujące w całej powyższej historii jest jak Bóg jest w stanie zilustrować przykładami iż "niemoralność nigdy NIE popłaca". Wszakże przykład taki jak powyżej aż krzyczy iż prawda i tak w końcu zawsze wychodzi na wierzch, zaś ci co usilnie starają się ją ukryć, albo co dopomagają w jej ukrywaniu, tylko na tym okropnie tracą. Kiedy więc ów historyk zwróci się oficjalnie do Polski o pozwolenie na pobranie materiału genetycznego z grobu króla Władysława II-go (tj. prawdopodobnego dziadka Kolumba), aby formalnie rozstrzygnąć badaniami genetycznymi faktyczną narodowość Kolumba, wówczas apelowałbym aby przypadkiem w imię "narodowej próżności" wcale mu w tym NIE przeszkadzać i nie stawiać na jego drodze charakterystycznych dla Polaków trudności.
       Niemoralna ucieczka ojca Kolumba z pola bitwy też sama w sobie stanowi istotną "lekcję moralną". Wszakże wymownie ilustruje ona zjawisko które opisałem dokładniej w punkcie #A3 strony o nazwie god_proof_pl.htm, mianowicie że wychowywane w cieplarnianej atmosferze dzieci bogatych rodziców wyrastają na zyciowych niedołęgów i snobków którzy nie potrafią sprostać wymogom dorosłego życia. To właśnie dla uświadomienia ludziom konieczności wychowywania dzieci "tak jak hartuje się stal", Biblia kładzie wysoki nacisk na wpajanie dyscypliny i obowiązkowości w swoje dzieci. To dlatego też posunięcia w rodzaju nowozelandzkiego "zakazu dyscyplinowania dzieci pod karą więzienia", opisane w punkcie #B5.1 totaliztycznej strony o nazwie will_pl.htm, są wysoce niemoralne i wiodą do moralnego upadku danego kraju oraz do następstw opisywanych np. w punkcie #C5 strony seismograph_pl.htm czy w punkcie #D5 strony fruit_pl.htm.
       Opisywana tutaj historia ujawnia również że otaczanie czegokolwiek tajemnicą jest wysoce niemoralne - na przekór że w dzisiejszych czasach nakładanie na coś tajemnicy jest aż tak "modne". Politycy, a także rządy poszczególnych krajów, nawymyślali całą gamę najróżniejszych powodów i praw, w imię których niemal wszystko dzisiaj obejmuje się tajemnicą - np. patrz artykuł "Blogger fined for flouting suppression orders" (tj. "Prowadzący blog ukarany grzywną za szydzenie z zakazu ujawniania nazwiska") ze strony A4 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post (wydanie ze środy (Wednesday), September 15, 2010). I tak tzw. "prawa prywatności" obowiązujące w większości krajów, nie pozwalają ujawniać niemal niczego na temat niemoralnych ludzi. Stąd inni bliźni nie znają ich nazwisk ani nie wiedzą jakie świństwa oni popełnili. Sądy wielu krajów, w tym Nowej Zelandii, powszechnie stosują tzw. "name suppression" - czyli zakaz ujawniania nazwiska przestępcy (jeśli jest on kimś sławnym lub bogatym). Większość dzisiejszych instytucji nakazuje wynajmowanym pracownikom podpisywanie specjalnego dokumentu, że NIE ujawnią niczego co w instytucji tej się dzieje. W ten sposób najróżniejsze niemoralne świństwa popełniane w owych instytucjach pozostają nieznane reszcie społeczeństwa. Nie wspomnę tu już o politykach i o rządach okrywających tajemnicą wszystko co tylko wyczyniają. Jak jednak demonstruje to zarówno niniejsza historia, jak i liczne wydarzenia z codziennego życia, Bóg zawsze znajduje sposób aby ujawnić światu co bardziej istotne z takich okrytych tajemnicą świństw. Z kolei zniszczenia powodowane takim ujawnieniem tajemnicy są wielokrotnie wyższe niż byłyby gdyby nie było to chronione tajemnicą. Lekcja moralna jaka wypływa z opisywanej tu historii stwierdza więc że "otaczanie czegokolwiek tajemnicą jest wysoce niemoralne i docelowo jest karane przez Boga". Zamiast wyrządzać świństwa i potem starać się je ukrywać przed światem, politycy i rządy powinni raczej postępować zgodnie ze staropolskim przysłowiem "czyń dobro i nie lękaj się niczego".
       Bóg udziela w autoryzowanej przez siebie Biblii dosyć klarownych wytycznych jak ludzie powinni się zachowywać. Przykładowo, Biblia wyraźnie nakazuje "Nie kocha syna, kto rózgi żałuje, kto kocha go - w porę go skarci." (Księga Przysłów 13:24), albo "Nie będziesz obcował z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą" (Księga Kapłańska werset 18:22). Tymczasem politycy zbyt poważnie wzięli widać do serca owo "naukowe ogłoszenie" z angielskich autobusów stwierdzające "There's probably no God. Now stop worrying and enjoy your life" (tj. "Prawdopodobnie nie ma Boga. Przestań więc się martwić i ciesz się życiem" (ogłoszenie to opisuję w 8 z punktu #A2 ze strony timevehicle_pl.htm) i w imię błednie pojętych "wolności obywatelskich" nawprowadzali masę najróżniejszych praw które dokładnie zaprzeczają nakazom Boga. (Przykładowo, praw jak owo omówione poprzednio prawo z Nowej Zelandii zgodnie z którym rodzic jaki dyscyplinuje swoje dzieci jest wysyłany do więzienia, albo jak prawo o "unii cywilnej" które w Nowej Zelandii pozwala na zawieranie małżeństw przez ludzi o tej samej płci.) Pechowo jednak, wprowadzenie ludzkich praw które legalizują działania zakazane przez Boga, wcale NIE eliminuje kar jakie Bóg serwuje ludziom za łamanie swoich nakazów. W rezultacie, mnożenie ludzkich praw które zaprzeczają boskim zakazom prowadzi do kar boskich i do katastrof w rodzaju tych opisanych w (9) z punktu #C5 strony seismograph_pl.htm.
       W opisywanej tutaj historii kryje się także jeszcze jedna "lekcja moralna" udzielana nam przez Boga. Mianowicie, ujawnia ona, że wojowniczy przywódcy i politycy są jedynie bohaterami kiedy siedzą sobie w wygodnych fotelach ze swoich dobrze strzeżonych biur. Gdyby jednak postawiło się ich na polu bitwy pod obstrzałem broni przecwinika, cała ich wojowniczość natychmiast by ich opuściła. To właśnie z tego powodu dzisiejsi politycy przybywają w zagrożone obszary tylko przy zachowaniu najwyższej tajemnicy i doskonałej ochrony osobistej. To również dlatego mieszkańcy Ziemi powinni przyjąć zasadę opisaną w "motto" z tego punktu, mianowicie że jeśli jakiś polityk wszczął wojnę (lub w dowolny sposób przyczynił się do wybuchu wojny - np. poprzez głosowanie "za" wojną), wówczas kiedy jego kadencja ulegnie zakończeniu, powinien on być wysyłany w charakterze zwykłego żołnierza na pierwszą linię najbardziej zaciekle walczonego frontu wojny którą rozpoczął. Założę się tutaj, że po wprowadzeniu takiej zasady politycy aż by wyginali się do tylu z entuzjazmu aby każdy problem szybko rozwiązać negacjacjami i metodami pokoju. Warto tu dodać, że taka zasada miałaby cechy "samoregulacji" - najbardziej faworyzowanej w boskich mechanizmach działania moralności. Dlatego przyjęcie przez ludzkość takiej zasady postępowania z wojowniczymi politykami upodobniłoby ludzkie prawa do praw boskich opisywanych w punktach #B3 oraz #B4.4 tej strony.


#I5. Polacy którzy jako pierwsi w świecie złamali kod słynnej niemieckiej maszyny "Enigma", tj. Gwido Langer i trzosobowy zespół matematyków o składzie Marian Rejewski, Jerzy Różycki i Henryk Zygalski:

       Jeśli pozna się amerykańskie filmy lub popularne opinie Amerykanów, wówczas odnosi się wrażenie że rozszyfrowanie maszyny kodowej Hitlerowców zwanej "Enigma" jest wyłączną zasługą Amerykanów. Jako wysoce wymowny przykład w tym zakresie rozważ film z 2000 roku o tytule "U-571" (dyrekcja Jonathan Mostow). Z kolei brytyjskie filmy i popularne opinie przypisują całe w tym zasługi Brytyjczykom. Jako wysoce wymowny przykład w tym zakresie rozważ film z 2001 roku o tytule " Enigma" (direkcja Michael Apted). W żadnym też z owych Zachodnich krajów typowo nawet nie wspomina się o wkładzie Polaków w złamanie kodu Enigmy. Wręcz przeciwnie, w sarkastycznych "polskich dowcipach" (Polish jokes) jakie krążą w owych krajach, upowszechniana jest opinia że Polacy to naród wyjątkowych głupców i prymitywów. Tymczasem historyczna prawda jest taka, że kod słynnej maszyny "Enigma" został rozszyfrowany przez 3-osobowy zespół Polaków z "biura kodów" przedwojennej Polski, kierowany przez pułkownika Gwido Langer. Tyle, że tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej jego zespół podzielił się wiedzą na temat kodu Enigmy z ówczesnymi sojusznikami Polski, tj. z Anglią i Francją. To pozwoliło potem owym sojusznikom Polski rozszyfrowywać całą masę istotnych tajemnic niemieckich, bazując na wiedzy (a stąd i na "własności intelektualnej") otrzymanej właśnie od Polaków. Jak zaś ja wierzę, z kolei owo poznanie tajemnic niemieckich pozwoliło tym krajom wogóle przetrwać wojnę i potem zaistnieć w dzisiejszej postaci. Niestety, typowo dla ludzi Zachodu, po wojnie niektórzy z nich woleli raczej rozsiewać najróżniejsze historyjki przypisujące im samym wszelkie zasługi w rozszyfrowaniu Enigmy. Z kolei wyznający "tumiwisizm" reprezentanci Polski - jak typowo leży to w narodowym zwyczaju większości Polaków, nie mieli najmniejszego zamiaru aby walczyć o uznanie dla osiągnięć innych swoich rodaków. W ten sposób pozwalali aby zachodnia propaganda zagłuszyła historyczną prawdę na ów temat. W rezultacie traciła na tym zarówno cała Polska, jak i wszyscy Polacy.
       Całe szczęście że niektórzy Polacy zdołali ostatnio ocknąć się z wielowiekowego "tumiwisizmu" i zaczynają rozumieć, że podnoszenie międzynarodowego znaczenia i uznania dla Polski i Polaków tłumaczy się na konkretne zyski i na wzrost dobrobytu w kraju. Wszakże podnosi ono m.in. również i rangę polskich towarów, otwiera więcej rynków, ułatwia handel, oraz zwiększa zakres i wagę międzynarodowych pozycji otwieranych dla polskich obywateli. Stąd wypracowywanie międzynarodowego uznania dla osiągnięć owych najbardziej twórczych Polaków leży faktycznie w interesach całej Polski i wszystkich Polaków. Ci najbardziej światli pomału zaczęli więc ostatnio prostować owe "powykręcane" historie. Dzięki ich wysiłkom, np. w sobotę dnia 11 grudnia 2010 roku zdumieni Nowozelandczycy doczytali się z artykułu "Honour at last for forgotten Polish hero who cracked Enigma" (tj. artykułu [1#I5] o tytule "Nareszcie uhonorowano zapomnianego polskiego bohatera który złamał kod Enigmy"), opublikowanego na stronie A23 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post Weekend (wydanie z soboty (Saturday), December 11, 2010), że szyfr Enigmy NIE był rozkodowany przez Amerykanów ani przez Brytyjczyków, a przez Polaków.
       Historia pułkownika Gwido Langera i genialnego sukcesu jego 3-osobowego zespołu, jest ogromnie smutna a jednocześnie szczególnie wymowna pod względem moralnym. W 1930 roku objął on kierownictwo Biura Szyfrów, które pod jego komendą odniosło największe sukcesy. W 1932 roku 3-osobowy zespół obejmujący matematyków o nazwiskach Marian Rejewski, Jerzy Różycki i Henryk Zygalski rozszyfrował enigmę oraz zbudował jej działający model. Tuż przed wybuchem wojny, w lipcu 1939 roku, na spotkaniu w Pyrach pod Warszawą szyfr ten został przekazany za darmo Francuzom i Anglikom w ramach zobowiązań obronnych. W ten sposób kraje Zachodu uzyskały narzędzie, które w istotny sposób przyczyniło się do ich niezmienionego przetrwania drugiej wojny światowej. Oczywiście, prezentując ten szyfr swym sojusznikom, Polacy wcale się NIE spodziewali, że niektórzy Anglicy, a później i Amerykanie, będą potem twierdzili że to oni złamali szyfr słynnej niemieckiej maszyny "Enigma". Po wybuchu wojny Langer uciekł do Francji, gdzie złapali go Hitlerowcy kiedy usiłował przedostać się do Hiszpanii w swej drodze do Anglii. Uwięziony i przesłuchiwany przez SS-manów w obozie Schloss Eisenberg na terenie Czechosłowacji, nie zdradził jednak że enigma została rozszyfrowana. Po wojnie wrócił do Polski, jednak został z niej wypędzony przez ówczesny rząd komunistyczny. Także po przybyciu do Anglii spotkało go zimne przyjęcie. Zmarł w 1948 roku w niebywałej biedzie w ciemnym i nieogrzewanym pokoiku hotelowym z Kinross w Centralnej Szkocji. Pochowany został w nieoznaczonym grobie na cmentarzu z miejscowości Perth. Dopiero w 62 lata po swej śmierci geniusz i osiągnięcia jego oraz jego zespołu zostały docenione przez innych Polaków (wszakże "lepiej późno niż wcale"). Jego zwłoki przewieziono do Polski, zaś w dniu wydania w/w artykułu [1#I5] został on ponownie pochowany, tym razem z honorami, na cmentarzu w Cieszynie, 65 mil na zachód od Krakowa.
       Oczywiście, do obecnej wersji historii pułkownika Gwido Langera, sprawiedliwość dziejowa domaga się dopisania jeszcze kilku dalszych szczegółów. Przykładowo, domaga się aby wyraźnie zaznaczać, że był on osobą kierującą łamaniem kodu Enigmy, podczas gdy samo złamanie tego kodu dokonane zostało przez trzech polskich matematyków o nazwiskach Marian Rejewski, Jerzy Różycki i Henryk Zygalski. Nakłania też do rozważań nad powiedzeniem Profesora Sedlaka, że "to nie armie wygrywają wojny, ale mózgi wielkich ludzi". Ponadto, historia ta zwraca naszą uwagę na przesłanie wyrażane treścią całej niniejszej strony, że losy wszystkiego, w tym równiez i losy wojen, zależą głównie od moralności walczących stron. Stąd przykładowo, nawet gdyby kod Enigmy nigdy NIE został rozszyfrowany, ciągle druga wojna światowa byłaby wygrana przez moralniejszą ze stron, choćby jedynie dzięki "bitewnym muskułom" jakie Bóg nadał wówczas armiom radzieckim - tak jak to opisuję w punktach #E1 do #E3 ze strony bitwa_o_milicz.htm. Tyle, że bez rozszyfrowania Enigmy przez Polaków, zapewne nigdy nie zaistniałoby takie coś jak "Zachodnia Europa", a być może nawet przestałoby wówczas istnieć i samo USA. Wszakże dawnym sojusznikom przedwojennej Polski brak jest wymaganej wyobraźni aby sobie dopowiedzieć co stałoby się z Europą i z Zachodem gdyby Alianci nie byli w stanie rozszyfrowywać na bieżąco tajemnic Hitlerowców telegrafowanych ich armiom z pomocą kodu Enigma.
       Mi osobiście jest żal ludzi którzy na przekór historycznej prawdy ciągle usiłują "uzasadniać" że Amerykanie lub Anglicy mają jakieś tam prawo czy podstawy do twierdzeń, że to ich zespoły złamały tajemnice Enigmy. Wszakże wiadomo, że jeśli ktoś otwarcie zaprzecza historycznej prawdzie, wówczas z całą pewnością ma jakiś niemoralny cel na oku. Szczególnie zaś żałosne są sytuacje gdy takie twierdzenia wywodzą się od jakiegoś Polaka. Dla Polaka bowiem powodem aby w ten sposób "spychać w dół swoich a wywyższać obcych" musi być zupełna ignorancja w sprawach w jakich się wypowiada, połączona z patologicznym u sporej części Polaków niedocenianiem zdolności własnego narodu. Z sąsiedzkich pyskówek oraz z przemówień niektórych polityków doskonale też wiadomo, że dla praktycznie każdego niemoralnego działania daje się znaleźć ładnie brzmiące uzasadnienie. Jednak "wyssanie z palca" jakiegoś uzasadnienie wcale NIE zamienia "niemoralnego" w "moralne". Przykładowo, w przypadku tajemnic Enigmy można twierdzić, że każdy z rodzajów niemieckiego wojska używał Enigmę z odmiennymi dyskami kodowymi oraz kodował swe wiadomości według odmiennych tabel kodowych. Stąd rozszyfrowanie np. kodu używanego przez niemieckie wojska lądowe, wcale nie oznaczało że te same kody da się używać do rozszyfrowania wiadomości wysyłanych niemieckim łodziom podwodnym, niemieckiemu lotnictwu, czy niemieckiemu korpusowi afrykańskiemu. Niemniej trzeba pamiętać, że wszystkie te wersje Enigmy używały tej samej zasady działania. Zaś najtrudniejszym w rozszyfrowaniu jakiegoś kodu jest poznanie na jakiej zasadzie działania on bazuje. Stąd po tym jak Polacy podzielili się ze sojusznikami swoimi odkryciami zasady działania kodów Enigmy, rozszyfrowanie dalszych wersji tej maszyny było już tylko rutynowym działaniem. Twierdzenie więc, że np. Amerykanie mają prawo do rozgłaszania iż to oni rozszyfrowali Enigmę, ponieważ rozpracowali dyski i tabele kodowe używane przez niemieckie łodzie podwodne, jest podobne do twierdzenia że Japończycy wynaleźli samochody, bowiem ich fabryki budują wersje samochodów które znacząco różnią się od wersji europejskich. Mnie osobiście najbardziej rozżala fakt, że bazując na podobnie niemoralnej linii myślenia, autorstwo i pierwszeństwo, a stąd i "własność intelektualna" każdego odkrycia i każdej zasady działania, będą dawały się w przyszłości dowolnie "wykręcać". W rezultacie, z czasem każdego da się okraść z jego "własności intelektualnej". Wszakże postępując według tej niemoralnej linii myslenia, wystarczy przykładowo, że moje odkrycia zasady dzialania "wehikułu czasu" (tj. te zaprezentowane np. na stronie o nazwie "immortality_pl.htm") ktoś urzeczywistni na innych niż używane przez mój "magnokraft" wersjach "komór oscylacyjnych" wbudowanych np. w tzw. "magnetyczny napęd osobisty" (tj. napęd jaki ja opisałem w punkcie #C3 ze strony o nazwie "propulsion_pl.htm) - a już jakoby nabędzie takiego niemoralnego prawa do rozgłaszania iż to on rozpracował pierwszy "wehikuł czasu". Tymczasem przy takim roszczeniu prawa do odkrycia które sprowadziło się jedynie do "poszerzenia" lub do "odmiennego użycia" czegoś co już dawno wypracował ktoś zupełnie inny, mój "wehikuł czasu" będzie mógł być przywłaszczony przez kogoś kto faktycznie tylko ukradł "własności intelektualne" mojego dorobku twórczego - tj. w tym przykładzie kto ukradł zarówno moją zasadę cofania czasu, jak i zasadę użycia "komór oscylacyjnych" do owego cofania czasu, a także ukradł moją ideę "napędu osobistego" (też działającego poprzez wykorzystanie podobnych "komór oscylacyjnych" jak te używane w moim "magnokrafcie" i w moim "wehikule czasu"). Nie szukajmy więc usprawiedliwień dla tego co "niemoralne", a w imię moralności, sprawiedliwości dziejowej i dobra nas wszystkich nauczmy się nazywać rzeczy tak jak na to naprawdę zasługują. Szczególnie jeśli poprzez bierne aprobowanie, lub co gorsza - aktywne usprawiedliwianie, tego co "niemoralne" ktoś faktycznie "podcina gałąź na której sam siedzi".
       Cała historia rozszyfrowania kodu Enigma, oraz losów Polaków którzy rozszyfrowania tego dokonali, jest jednym długim ciągiem lekcji moralnych adresowanych do wszystkich ludzi. Przykładowo, wyjaśnia ona dlaczego znane powiedzenie Włodzimierza Lenina "ufaj ludziom jednak bierz ich klejnoty pod zastaw" nigdy jakoś nie traci na aktualności. Potwierdza ona ponownie jak ważne w stosunkach międzynarodowych jest owo gruzińskie przysłowie, że "przysługa już oddana zupełnie traci na wartości". Ilustruje, że faktycznie losy zarówno indywidualnych ludzi, jak i losy całych narodów czy krajów, są rządzone z iście "żelazną ręką" mechanizmami moralnymi i "prawami moralnymi" opisywanymi np. w "części #B" tej strony. Uzmysławia ona także iż tzw. "własność intelektualna" czyjegoś twórczego dorobku lub odkrycia podlega jednak tym samym "prawom moralnym" co "własność obiektów fizycznych" - a stąd że NIE wolno z niej kogokolwiek okradać, zaś jeśli się ją przywłaszczy lub sprzeniewierzy wówczas też przyjdzie kiedyś za to zapłacić. Potwierdza ona ponownie wyrażony licznymi przysłowiami fakt, że "prawda zawsze wychodzi na wierzch" - jeśli więc jakiś naród lub osoba gdzieś sporo naświni, przyjdzie taki czas że wyjdzie to na wierzch i stanie się źródłem znaczącego wstydu oraz moralnych konsekwencji bez względu na to jak mocno ktoś by nie starał się to ukryć. Przypomina ona także na kolejnym przykładzie, że wprowadzanie i utrzymywanie tajemnic zawsze w końcowym efekcie wychodzi tylko na szkodę tego co tajemnice owe stara się wprowadzać i zachowywać. Dlatego dla własnego dobra politycy i zwykli ludzie powinni unikać tajemnic, "ustaw o prywatności", "zakazów ujawniania", itp. - tak jak też to wyjaśnia punkt #I4 na tej stronie, oraz jak to stara się uzmysłowić punkt #G1 na stronie nirvana_pl.htm, punkt #K6 na stronie tapanui_pl.htm, czy punkt #H2 na stronie prawda.htm.


Część #J: Ludzkość musi znaleźć sposób aby "spuścić z uwięzi" twórcze zdolności zwykłych (wszystkich) ludzi:

      

#J1. W ostatnich czasach wynalazczość i odkrycia stały się monopolem najmniej zasługujących na ten przywilej - tj. zawodowych naukowców:

       Na temat zachowań zawodowych naukowców na polu wynalazczości i odkryć można sobie poczytać nieco więcej w punkcie #A2 strony boiler_pl.htm oraz w punkcie #A2 strony eco_cars_pl.htm.


#J2. Niniejsza strona też podlega "przekleństwu wynalazców" ponieważ raportuje ona o zupełnie nowym i istotnym odkryciu - jako taka pokazuje one jeden ze sposobów jak zwykli ludzie mogą obecnie uwolnić własną twórczość spod opresji zawodowych naukowców:

       Ta strona też raportuje o zupełnie nowym odkryciu które nosi potencjał aby okazać się ogromnie istotnym dla naszej cywilizacji. Jako taka też podlega ona opresji owych "najniemoralniejszych reprezentantów" opisywanych w punkcie #B4.4 powyżej, którzy dla moich własnych odkryć i wynalazków egzekwują działanie "przekleństwa wynalazców". Stąd strona ta jest w stanie wskazać innym twórczym osobom poddawanym podobnej opresji w swoim własnym otoczeniu, jeden ze sposobów jak mogą oni uwolnić swoją twórczość spod tej opresji i wyniszczania.


Część #K: Podsumowanie działania "praw moralnych" serwujących sprawiedliwość dla całych społeczności i państw:

      

#K1. Każdy z nas kształtuje zarówno swoją własną "moralność indywidualną" jak i "moralność zbiorową" społeczności w której mieszka:

       Punkt #B2 tej strony dał nam do zrozumienia, że szczęście i życie każdego z nas jest uzależnione od dwóch rodzajów moralności, mianowicie od (1) naszej indywidualnej moralności osobistej, oraz (2) od zbiorowej moralności społeczności i kraju w których mieszkamy. Każdy też z nas ma wpływ na oba te rodzaje moralności. Dlatego obowiązkiem każdego z nas jest dołożenie wszelkich starań, aby oba te rodzaje moralności wspierały dokładnie taki rodzaj życia, jaki my sami chcielibyśmy wieść. Wszakże jak nam się żyje, zależy to właśnie od rodzaju moralności jaką praktykujemy.
       Mając powyższe na uwadze, być może warto zacząć NIE tylko dowiadywać się co stwierdza najmoralniejsza filozofia naszej planety opisana na odrębnej stronie o nazwie totalizm_pl.htm, ale także zacząć w końcu praktykować we własnym życiu to co owa filozofia nam nakazuje.


Część #L: Nad naszą prywatną moralnością też warto pracować - wszakże decyduje ona o szczęściu i jakości naszego własnego życia:

      

#L1. O naszym życiu decyduje moralność jaką praktykujemy:

       Błędny rozwój dzisiejszej ateistycznej nauki oraz powszechny upadek moralności spowodowały, że spora większość ludzi całą swą uwagę skupia w życiu na materialistycznych aspektach własnej egzystencji. Stąd starają się oni ograbić innych z tak dużej ilości dóbr materialnych jak tylko się da, płacąc za to tak mało jak tylko ujdzie im to bezkarnie. Cały swój wysiłek skupiają na ilości pieniędzy jakie coś może im przynieść, na poznaniu tych umiejętności które pozwolą im "zrobić karierę" i zdobyć piękną partnerkę czy przystojnego partnera, na rodzaju samochodu i domu jaki sobie zakupią, itd., itp. Tymczasem później się okazuje, że pieniądze jakie zagrabili znikają w dziwny sposób lub są odbierane im przez sądy, pozostawiając ich bez grosza na stare lata lub nawet osadzając ich w więzieniu. Ich zawrotna kariera staje się źródłem stresu i odbiera im zdrowie. Piękna partnerka czy przystojny partner puszczają się szybko po ślubie z kimś kto jest im w stanie zaoferować jeszcze więcej. Natomiast samochód ciągle się psuje a koło pieknego domu mieszkają paskudni sąsiedzi którzy zatruwają im życie. Chociaż więc dzisiejsza nauka wszystkie takie przykrości wyjaśnia jako "przypadki", ich faktycznym powodem jest moralność, a ściślej jej brak, z jaką ktoś prowadzi swoje własne życie.
       Aby więc uniknąć opisanych powyżej przykrych sytuacji, naprawdę warto w swoim życiu kierować się sumieniem i zasadami moralnymi - tak jak nam to nakazuje filozofia totalizmu.


Część #M: Podsumowanie, oraz informacje końcowe tej strony:

      

#M1. Podsumowanie tej strony:

       Na przykładzie ogromnie istotnego dla ludzkości wynalazku samolotu, strona ta ilustruje że ludzką wynalazczością i odkryciami rządzi bardzo inteligentnie zaprojektowany system praw moralnych, jakie ja nazwałem przekleństwem wynalazców. System ten się upewnia, że odkrycia i wynalazki nagradzają tylko te społeczności i kraje które żyją moralnie zgodnie z zasadmi jakie od 1985 roku opisuje nam tzw. filozofia totalizmu, zaś karały wynalazczą impotencją te społeczności i kraje które cechują się brakiem moralności i praktykowaniem na codzień zdegenerowanego postępowania które opisane jest filozofią pasożytnictwa.


#M2. Jak dzięki stronie "skorowidz.htm" daje się znaleźć totaliztyczne opisy interesujących nas tematów:

       Cały szereg tematów równie interesujących jak te z niniejszej strony, też omówionych zostało pod kątem unikalnym dla filozofii totalizmu. Wszystkie owe pokrewne tematy można odnaleźć i wywoływać za pośrednictwem skorowidza specjalnie przygotowanego aby ułatwiać ich odnajdowanie. Nazwa "skorowidz" oznacza wykaz, zwykle podawany na końcu książek, który pozwala na szybkie odnalezienie interesującego nas opisu czy tematu. Moje strony internetowe też mają taki właśnie "skorowidz" - tyle że dodatkowo zaopatrzony w zielone linki które po kliknięciu na nie myszą natychmiast otwierają stronę z tematem jaki kogoś interesuje. Skorowidz ten znajduje się na stronie o nazwie skorowidz.htm. Można go też wywołać z "organizującej" części "Menu 1" każdej totaliztycznej strony. Radzę aby do niego zaglądnąć i zacząć z niego systematycznie korzystać - wszakże przybliża on setki totaliztycznych tematów które mogą zainteresować każdego.


#M3. Emaile i dane kontaktowe autora tej strony:

       Aktualne adresy emailowe autora tej strony, tj. dra inż. Jana Pająka (a przez okres 2007 roku - Prof. dra inż. Jana Pająka), pod jakie można wysyłać ewentualne uwagi, zapytania, lub odpowiedzi na zadane tu pytania, podane są na stronie internetowej o mnie (Dr Jan Pajak). Tam również dostępne są adres pocztowy i numery telefonu autora.
       Proszę też odnotować, że z powodu mojego chronicznego deficytu czasu, ja bardzo niechętnie odpowiadam na emaile, które zawierają TYLKO wykonawczo czasochłonne prośby, jednocześnie zaś dokumentują zupełną ignorancję ich autora w tematyce którą ja badam.


#M4. Copyrights © 2011 by Dr Jan Pająk:

       Copyrights © 2011 by Dr Jan Pająk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejsza strona stanowi raport z wyników badań jej autora - tyle że napisany jest on popularnym językiem (aby mógł być zrozumiany również przez czytelników o nienaukowej orientacji). Idee zaprezentowane na tej stronie są unikalne dla badań autora i dlatego w tym samym ujęciu co na tej stronie (oraz co w innych opracowaniach autora) idee te uprzednio NIE były jeszcze publikowane przez żadnego innego badacza. Jako taka, strona ta prezentuje idee które stanowią intelektualną własność jej autora. Dlatego jej treść podlega tym samym prawom intelektualnej własności jak każde inne opracowanie naukowe. Szczególnie jej autor zastrzega dla siebie intelektualną własność odkryć naukowych i wynalazków opisanych na tej stronie. Zastrzega więc sobie, aby podczas powtarzania w innych opracowaniach jakiejkolwiek idei zaprezentowanej na niniejszej stronie (tj. jakiejkolwiek teorii, zasady, dedukcji, intepretacji, urządzenia, dowodu, itp.), powtarzająca osoba oddała pełny kredyt autorowi tej strony, poprzez wyraźne wyjaśnienie iż autorem danej idei i/lub badań jest Dr Jan Pająk, poprzez wskazanie internetowego adresu niniejszej strony pod którym idea ta i strona oryginalnie były opublikowane, oraz poprzez podanie daty najnowszego aktualizowania tej strony (tj. daty wskazywanej poniżej).
* * *
If you prefer to read in English click on the flag below
(Jeśli preferujesz czytanie w języku angielskim
kliknij na poniższą flagę)


English flag
Data pierwszego opracowania niniejszej strony: 15 sierpnia 2004 roku.
Data jej najnowszego aktualizowania: 7 lutego 2011 roku.
(Sprawdź w "Menu 3" czy już istnieje nawet jej nowsza aktualizacja!)
Licznik